Pinglin Vintage Baozhong (lata 90.)

eherbata.pl

Czyli druga zgadywanka od Kuby którą miałem do nadrobienia sprzed roku.
"Zgadywanka" czyli herbata którą dostaje bez podpisania i zadaniem jest odgadnięcie co to.

Pierwsze co pomyślałem po zobaczeniu liści, to że to jakaś yancha.
Ale zapach… kwaskowy! Kwaskowy jak w awa bancha wręcz. I do tego… kokosowy, ale w dziwnej formie.
Tak więc zapach nie pasuje do yancha.

Ocieplone liście: Oprócz ponownie kwasku i kokosa, rozszedł się do góry pewien zapach starości.
Po dalszych oględzinach stwierdziłem do tego że jednak bardziej jak baozhong a nie yancha, ponieważ liście nie są tak mocno ciemne i prażone. Widać ich jaśniejszy odcień wraz także z brązowymi barwami i że po zaparzeniu pewnie będą zielone.
Leżakowany baozhong w takim razie?

Mokre liście: Mind fuck i mocna zmiana zapachu. Na start poczułem starość i skarpetę, ale taką właśnie shengową starość. Zupełnie nie oolongową.
Zdecydowanie jakaś leżakowana herbata, ale profil, zapachy i odczucie mocno nietypowe.
Jak heicha ale bardziej “zielona” ziołowa, trawiasta. Tutaj skojarzyła mi się yamabuki nadeshiko. Prażenia totalnie czuć nie było a krawędzie liści nie wydały mi się utlenione od potrząsania jak to w oolong bywa, przez co na tym etapie baozhong odszedł na bok. Brak do tego słodyczy którą znam w leżakowanych oolong.
Bardziej wyższa kwasowość.
Liście faktycznie bardziej zielone tak jak zakładałem, ale aż za bardzo i dość miękkie do tego – właśnie jak liście heicha.

Smak: Pierwsza czarka tym bardziej zapewniła szok sensoryczny.
Bardzo duży kwasek jak kwas askorbinowy, witamina C, sok z cytryny.
Do tego goryczka i duże ściąganie ust.
Mocno inna forma i uczucie do tego, takie jak po faktycznej cytrynie przez co aż pomyślałem że jest to jakaś dziwnie aromatyzowana herbata bo to uczucie aż sztuczne na start było.
Później się to w kolejnych parzeniach złagodziło, ale łącznie przez znaczną część pierwszych parzeń pozostało mocno kwaskowe.
Tutaj zacząłem myśleć że to jakaś ishizuchi kurocha lub inna nietypowa herbata. Herbata kiszona lub faktycznie fermentowana.
W aromacie w smaku owocki, jabłko, pigwa, takie bardziej jasne owoce.
Oraz “zielone” nuty jak zioła, lekko trawa, szczaw – takie trochę w klimacie sheng, ale nie do końca.
W dalszym tle pojawiał się też taki aromat staroci jak zapach starego człowieka, co nakierowywało mnie dalej na jej starość.
Ale te nuty nie pasowały do jej bardziej “jasnego” i “zielonego” profilu.
Po przełknięciu oraz w posmaku, rozwijała się śliwka oraz miód z fajną słodyczą która zostawała na długo w ustach – to z kolei jest cecha wspólna z Goishicha. No… i może właśnie Ishizuchi kurocha.
Od tej nuty miodu zacząłem czuć pewne skojarzenia z żywicą, takie drewniaste, lekko dymne nawet – ponownie taki trochę shengowy klimat.

Na tym etapie moim strzałem było że jest to jakaś leżakowana kiszona/fermentowana herbata jak te z Japonii lub jakaś nietypowa heicha z niszowego regionu.
Profil smakowy się zgadzał z dużym kwaskiem. Jedyne co się nie zgadzało, to suche liście…
Mokre w gaiwanie jeszcze fakt faktem wyglądały już bardziej na coś w tym stylu, ale suche liście jak baozhong z Tajwanu?… no nie zgrywało mi się to i nie miałem pojęcia co to może być na pewno.

Ale… ta herbata jest całkiem wydajna.
I wyjątkowo w tych późniejszych parzeniach zaczęła się bardziej zmieniać.
Gdzieś tak po połowie sesji kwasowość się obniżyła, różne aromaty złagodziły, zmniejszyły intensywność ale jednocześnie łatwiej było wtedy poczuć coś nowego.
Tutaj dotarło do mnie że to drewno, śliwka oraz miód, teraz formę aromatu posiadają właśnie jak leżakowane oolong.
Do tego goryczka miała troszkę formę jak goryczka od prażenia w oolong. Mimo że faktycznego prażenia tutaj czuć nie było.
W jeszcze późniejszych parzeniach, magiczny powrót kokosa który wcześniej zanikł na etapie mokrych liści.
Czyli był on dostępny w suchych i ocieplonych liściach oraz teraz w ostatnich parzeniach w smaku. Ciekawe że tak nagle powrócił.
Dotarło do mnie że jest on też taką pokrewną nutą ze śmietanką jak w jasnych oolong. Jak i ogólnie w tych parzeniach słodycz się zwiększyła i zrobiła taka bardziej kremowa.
Co łącznie te ostatnie parzenia dawały bardzo ciekawy klimat sensoryczny i mocniej inny od tego co było na początku.
Tutaj już bardziej smakowała jak leżakowany oolong.
Ale… no właśnie, co wtedy z tym mocniej kwaskowym początkiem?

Ostatecznie moje zgadnięcie wyglądało w taki sposób:

– Typ herbaty: Heicha lub jakaś herbata bez konkretnej kategorii jak właśnie kiszona/fermentowana.
Jeśli nie to leżakowany oolong.
= Leżakowany oolong.
Trafiłem na drugim miejscu.

– Dokładny rodzaj/nazwa: Smakiem najbardziej ala'ishizuchi kurocha jak jakaś kiszona/fermentowana herbata.
Jeśli nie heicha to leżakowany baozhong.
= Leżakowany baozhong.
Trafiłem na drugim miejscu.

– Miejsce produkcji: Wydaje mi się że Japonia. Ale te liście suche trochę mi nie pasowały. Bardziej jak Tajwan, Chiny. Przez pewne drewno i dymność w tle kojarzy mi się też z golden triangle.
= Tajwan.
Ponownie powiedzmy że trafiłem na drugim miejscu.

– Cena za gram: Na pewno droga, z 3-4zł za 1g minimum.
= 3.5zł za 1g.
Czyli trafiłem.

– Jakość: Jest całkiem niezła.
= Myślę że możemy powiedzieć że taka była.

– Rok produkcji: Stara. Najwcześniej 2020r. Najpóźniej… 2000?
= Lata 90.
Czyli nie trafiłem, chociaż z tym 2000 byłem nawet blisko.

– Informacje o produkcji herbaty: Było tu shaqing. Kiszona/fermentowana. Leżakowana. Nieprażona.
= Było shaqing skoro to oolong, nie było kiszenia ani fermentacji. Leżakowana. Pierwotnie nieprażona jedynie dosuszana.
Czyli 3 z 4 rzeczy trafiłem.

Tak więc… poszło mi chyba nawet w porządku? Co prawda nic z ważniejszych punktów nie trafiłem na pierwszym miejscu, a dopiero na drugim. Ale chyba źle nie było.
Co sądzicie? Poradziłem sobie dobrze?

Leżakowany nieprażony baozhong z lat 90.
Naprawdę bardzo trudna herbata do odgadnięcia 🙂
Konrad piszę w opisie że to dosuszanie przez lata i dobre przechowywanie to idealny przykład jak wspaniale nieprażony oolong może się starzeć przez lata.
I faktycznie się zgodzę, ponieważ jak na herbatę z lat 90 zupełnie nie było tu wilgotnych i ziemistych nut ani prażenia.
Wróć, w sumie to czułem ten zapach starego człowieka w dalszym tle czasami.
Ale to była jedyna i bardzo znikoma cecha od której dało się poczuć że może być to wiekowa herbata. Właściwie to gdybym tego nie poczuł, to maksymą w zgadnięciu rocznika nie byłby rok 2000, a zapewne z 20…15? Pewnie jakoś tak bym strzelał.

A czy była to ogólnie smaczna herbata? Jak najbardziej!
Na początku mnie co prawda zaskoczyła, ale całościowa sesja była naprawdę przyjemna.
W sumie to ciekawe jak spojrzycie się na mój tok myślenia. Bo na etapie ocieplonych myśli stawiałem że to leżakowany baozhong, później zmieniłem zdanie na kiszonkę lub heicha, aż w końcu ostatnimi parzeniami ponownie zapętliłem się do leżakowanego baozhong 🙂
Co naprawdę pokazuje złożoność tej herbaty.
Dziękuję Kubo jeszcze raz za zgadywankę 🙏

Facebook udostępnia publicznie 5 z 12 zdjęć tego wpisu. Pełna galeria →

Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *