Podsumowanie węgla bambusowego do wody
Jakiś czas temu pisałem o szungicie do wody, a teraz czas na drugą część, czyli węgla bambusowego do wody.
Będę poruszał tutaj zagadnienia które dokładniej wyjaśniałem w tamtym poprzednim poście, dlatego stanowczo zachęcam aby najpierw go przeczytać, ponieważ tutaj wyjaśniać tego ponownie nie będę.
Zasady działania i sens węgla bambusowego do wody, są takie same jak w przypadku szungitu: Cały kawałek węgla wrzuca się do dzbanka z wodą i czeka aż wpłynie na wodę (lekko przefiltruje, zmiękczy i zmieni jej smak).
I tak samo jak w przypadku szungitu, efekt filtracji nie będzie tutaj najlepszy, ponieważ prawidłowy system filtracji jest zbudowany inaczej.
Dlatego do wody kranowej się to nie nadaje, a używa do wody już przefiltrowanej normalnym filtrem aby dodatkowo ją polepszyć.
Testowałem dwa różne węgle:
1. 6 mniejszych sztuk które według producenta wsadza się w nakrętkę butelki – co mija sie absolutnie z celem, bo jak już tłumaczyłem, taki węgiel działać będzie tylko kiedy zostawi się go na kilka h zanurzonego w wodzie.
W celu przygotowania, przepłukałem je wodą a następnie przeparzyłem wrzątkiem.
2. Długie kawałki węgla zakupionego u meileaf – tutaj używałem po 2-3 sztuki na raz.
W celu przygotowania, przepłukałem je wodą, przetarłem gąbką, wygotowałem chwilę w garnku z wrzątkiem, wysuszyłem – zalecenia z opakowania przed pierwszym użyciem.
Obydwa węgle działały podobnie, z minimalnymi różnicami względem siebie, ale z większą różnicą względem szungitu.
6 mniejszych kawałków lub po 2-3 sztuki dłuższych, zalewałem 1.5l wodą filtrowaną na kilka h. Pomiędzy użyciami rozkładałem je równo aby się wysuszyły.
Efekt:
– Optymalny czas trzymania węgla w wodzie dla najlepszego efektu, to mniej więcej 12h. Poniżej 8h było gorzej.
– Czyli działa on szybciej niż szungit i woda zaczyna lepiej smakować szybciej.
– Efekt poprawy smaku zleżałej wody jest w tym przypadku gorszy względem szungitu, powyżej tych 12h jakość wody zaczyna powoli spadać. Po 24h była ona już przeważnie nie dobra. Ale do około tych 12h, taka woda smakuje zdecydowanie lepiej niż zleżała kranowa lub zleżała filtrowana przez 12h. Dłuższe węgielki z meileaf, lepiej zachowywały jakość zleżałej wody powyżej 12h, ale nie odczułem aby dalej się smak poprawiał.
– Przez to że mamy tutaj okienko w które trzeba się wstrzelić z użyciem tej wody dla najlepszego efektu (około te 10-14h po zalaniu) to korzystanie jest niestety… upierdliwe i wymaga przeliczenia czasu.
– Efekt działania węgla, jest widoczny po ilości bąbelków w wodzie, czym więcej tym lepiej wydaje się działać.
– 6 mniejszych kawałków używałem przez około miesiąc, pierwszą porcję dłuższych przez podobną ilość czasu. W obydwu przypadkach efektywność wydawała się utrzymywać w miarę dobrze przez cały ten czas i lepiej się zachowała niż szungitu.
– Smak czystej wody, jest lekko lepszy niż zwykłej filtrowanej. Jest bardziej czysty, w konsystencji woda jest bardziej miękka, gładka oraz lekka. Do tego wydaje mi się być minimalnie słodsza – na 6 mniejszych kawałkach odczułem to bardziej, niż na tych większych.
Ale całościowo nie jest to ogromny efekt. Bardziej mi ta woda smakowała i była bardziej czysta w smaku, niż szungitowa.
– Efekt na herbacie jest bardziej odczuwalny i opisałbym go tak samo: Smak herbaty wychodzi bardziej czysty i konsystencja jest bardziej miękka i gładka – czyli super sprawa, coś co jest często bardzo pożądane.
Z tym że zależy to od konkretnej herbaty, jeśli herbata jest słaba jakościowo, to ta woda jej mocniej nie poprawi. No i na niektórych herbatach ten efekt jest pozytywny, ale na niektórych niekoniecznie pasuje.
Na herbatach bardziej pełnych, mocnych i gęstych jak np Pu’er, to nie pasuje i potrafi je spłycić.
Na herbatach bardziej delikatnych i z już bazowo lekką konsystencją, to pasuje i się fajnie balansują oraz wygładzają.
I nie chodzi tu tylko o typ herbaty, a o konkretny styl. Np czarne herbaty gęste, mocne jak te z yunnanu tu nie będą pasować. Ale czarne delikatne i aromatyczne jak te z oolongowych kultywarów lub pączków, słodkie i kwiatowe – będą wychodzić super.
Względem szungitu, efekt był według mnie zdecydowanie lepszy od strony smaku i konsystencji i czasami także dodawał tym herbatom lekko słodyczy, jednocześnie nie wpływając na gorycz. Może nawet czasami tej goryczy było mniej?
Ale najlepszy efekt z tego wszystkiego, był na herbatach prażonych i lekko utlenionych. Czym bardziej prażone tym efekt lepszy – bardzo pozytywnie ta woda wpływa na palone, smołowe, węglowe aromaty i potrafi je cudownie wygładzić, nadać słodyczy, odebrać goryczy, poprawić całościowy balans smaku i aromatu oraz efekt bardziej miękkiej i gładkiej konsystencji, na takich oolong jest prześwietny.
Delikatna konsystencja, czysty smak ale jednocześnie pełny i aromatyczny od prażenia, to chyba najlepszy kierunek dla prażonych herbat z jakim się spotkałem. Kuleczkowe Tajwańskie oolong oraz yancha, wychodziły na tej wodzie świetnie.
Czy polecałbym tę zabawę na co dzień i do każdej herbaty? – zdecydowanie nie.
Ale w celu jeszcze większego ulepszenia niektórych konkretnych herbat raz na jakiś czas – pewnie.
Uwagi:
– Drugą porcję długich węgielków, w trakcie przygotowania przetarłem magic sponge i nie wiem czy nie był to błąd. Ta porcja węgielków działała mi gorzej z jakiegoś powodu, a przetarcie ich magic sponge to jedyna rzecz jaką zrobiłem inaczej.
– Węgielki pomiędzy użyciami kiedy się suszą lub są już wysuszone, są bardzo podatne na zmiany temperatury i wilgotności powietrza wokół. Przy nagłych zmianach mogą zacząć pękać i nie wiem czy to nie dobrze. Najlepiej nie trzymać ich przy oknie i źródłach ciepła jak grzejnik.
Nieużywane w opakowaniu, producent także zaleca trzymać w np woreczku strunowym.
Facebook udostępnia publicznie 5 z 13 zdjęć tego wpisu. Pełna galeria →
Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.




