Huang jin gui i Ben shan oraz o nieprażonych i minimalnie utlenionych jasnych oolong słów kilka
Spis treści:
1. Czym jest Huang jin gui?
2. Czym jest Ben shan?
3. Opinia z picia dwóch herbat.
4. Kilka słów o nieprażonych i minimalnie utlenionych jasnych oolong.
1. Czym jest Huang jin gui?
Huang jin gui (黄金桂) tłumaczy się jako “Złoty osmantus” lub “Złoty żółw” choć w nazwie mamy Huang (Żółty) jak i także Jin (Złoty) co w teorii powinno mówić się jako Żółto-złoty.
Żółto-złoty kolor odnosi się do jaśniejszego koloru liści w tym przypadku.
Jest to jeden z czterech najsłynniejszych lekko utlenionych oolong w regionie Anxi w Prowincji Fujian w Chinach do których zalicza się: Huang jin gui, Tieguanyin, Ben shan oraz Mao xie.
Oraz jest to także kultywar o tej samej nazwie, chociaż spotkałem się też z nazwą Huang Dan.
Ma się on wyróżniać słodkim i lekkim smakiem z kwiatowymi nutkami szczególnie w stronę tytułowego osmantusa.
Z ciekawostek wyczytałem także że ma on większy potencjał do krzyżowania z innymi kultywarami stąd często krzyżowało się go z tieguanyin do powstania kilku kultywarów jak np Jin Guanyin, Huang Guanyin, Jin Mu Dan.
W porównaniu do takiej tieguanyin, huang jin gui zazwyczaj wcale się nie praży przez co możemy go zaliczyć do tzw. jadeitowych oolong (nieprażonych).
Daje on nam przez to bardziej delikatny, lekki napar jednocześnie z większą świeżością, tym bardziej że w porównaniu do takiej prażonej tieguanyin jest on jeszcze mniej utleniany.
2. Czym jest Ben shan?
Ben shan (本山) tłumaczy się z kolei jako “pierwotna góra” zapewne od miejsca jego uprawy.
Tak samo jak Huang jin gui zalicza się go do jednego z czterech najsłynniejszych lekko utlenionych oolong w Anxi.
Tutaj także produkuje się go z kultywaru o tej samej nazwie: Benshan. Warto wiedzieć że wyróżnia się mniejszymi liśćmi z także pewnymi jasno-żółtymi odcieniami.
Mniejsze liście sprawiają że w praktyce grudki podczas parzenia rozwijają się szybciej, potencjalnie szybciej dając mocniejszy napar choć ogólnie jest to delikatna herbata.
W smaku można także natrafić na kwiatowe nutki np osmantusa (chociaż słabsze niż w huang jin gui), słodycz ale także nutki maślane i owocowe.
Utlenienie jest na podobnym poziomie do huang jin gui i także zalicza się go do jadeitowego oolong czyli brak tutaj prażenia.
3. Opinia z picia dwóch herbat.
Premium Anxi Huang Jin Gui i Premium Anxi Ben Shan – obydwie herbaty zbierane wiosną 2022 roku i uprawiane w okolicach wioski Gan de. Obydwie kupione w Yunnan sourcing.
Obydwie herbaty były do siebie dość podobne, tak samo delikatne, lekkie i świeże lecz różniły się małymi niuansami. Aż tak bardzo podobne że jeśli próbowałbym na ślepo, to nie wiem czy bym rozróżnił (może spróbuje).
Huang jin gui miała zdecydowanie jaśniejsze liście od ben shan, nie wiem czy to przez troszkę mniejsze utlenienie czy fakt jaśniejszych liści? Biorąc pod uwagę nazwę tego kultywaru najprawdopodobniej to drugie.
Z kolei ben shan miał liście ewidentnie mniejsze i bardziej podzielone.
Napar z obydwu jasnożółty, ilość aromatu, smaku jak i ogólna aromatyczność bardzo zbliżona. Tak samo konsystencja naparu i jego odczucie.
Co ciekawe moje całościowe wrażenia były podobne a właściwie nawet takie same jak obydwie herbaty się ogólnie opisuje.
Mam zwyczaj aby dokładniejsze informacje o danej herbacie szukać i czytać dopiero po spróbowaniu jej samemu a więc na pewno nie było tu sytuacji w której się czymś sugerowałem.
I to jest dość ciekawym uczuciem “wow” kiedy jakąś herbatę się samemu poznaje i doświadcza a następnie zaczyna o niej czytać i widzi jak bardzo wszystko o niej pokrywa się z własnym odbiorem i spostrzeżeniami.
Huang jin gui:
Suche liście pachniały fajnie kwiatowo, roślinnie i lekko maślanie.
Ocieplone liście łąką, kwiatami, świeżością i także lekko maślanie.
Mokre z kolei głównie roślinnie, mniej szczególnie, trochę jedynie łąką i kwiatami.
Napar był fajnie słodziutki, delikatny, świeży.
W konsystencji lekka, trochę gęsta, kremowa, gładka i oblepiająca.
W aromacie najbardziej kwiatowy, troszkę łąkowy i troszkę maślany.
Nie wiem jak smakuje osmantus a więc do niego kwiatowych aromatów nie przyrównam.
Z tyłu języka pojawiały się roślinne aromaty a w posmaku zostawały kwiaty, łąka i rośliny.
Wszystkie aromaty były tutaj w fajnej i w miarę aromatycznej formie ale nie w jakiejś niesamowicie. Ogólnie herbata całkiem przyjemna a przy dłuższych parzeniach nie wychodził z niej żadne nieprzyjemne nutki, bardzo łatwa w parzeniu.
Ben shan:
Suche liście pachniały słodko, kwiatowo, trawą i śmietanką.
Ocieplone słodką śmietanką i mokre także choć dodatkowo lekko roślinnie.
Napar słodki lecz mniej od huang jin gui, tak samo delikatny i świeży.
Konsystencja praktycznie taka sama jak huang jin gui ale mam wrażenie że bardziej gęsta, kremowa i oblepiająca. No chociaż to jest naprawdę bardzo znikoma różnica.
Aromat świeży, najbardziej śmietankowy, momentami aż tak bardzo że na spokojnie rzekłbym iż bardziej śmietankowy niż jinxuan które piłem. Do tego lekkie kwiaty oraz owoce których w huang jin gui brakowało. Owoce chyba bardziej się wyróżniały, kwiatów znacznie mniej niż w huang jin gui, trochę pojawiało się też roślinnych aromatów – tym bardziej z tyłu języka i posmaku. Posmak pozostawał trochę śmietankowy ale mniej szczególny.
Aromaty we w porządku formie i odczuciu, aromatyczność troszkę mniejsza niż w huang jin gui. Jedynie nutki roślinne potrafiły czasami być w mniej fajnej formie.
Liście podczas parzenia rozwijały się szybciej i szybciej się parzyły, dodać do tego fakt że były one trochę podzielone sprawiało że czasami potrafiło wyjść tu troszkę mniej przyjaznych nutek, łatwiej także o goryczkę i zepsucie parzenia jeśli było ono zbyt długie.
Podsumowując:
Mimo że są do siebie ogólnie podobne, to ich aromaty troszkę się różnią, w jednej więcej kwiatów, w drugiej śmietanka i owoce.
Ale… wygrały niuanse, trochę mniejsza aromatyczność i fakt kilku aromatów w gorszej formie oraz parzenia z którego łatwiej o wyciągniecie mniej przyjemnych nutek mówią na niekorzyść ben shan. Huang jin gui w tym przypadku pomiędzy dwiema sprawuje się lepiej, nawet jeśli ta różnica to tyle co 6 do 6.5 gdybym miał cyfrowo oceniać.
Obydwie herbaty mają “premium” w nazwie lecz nie zgodzę się że prezentowały aż tak fantastyczny poziom, nie są to złe herbaty, są naprawdę przyjemne i w porządku jakości ale na pewno nie były tej jakości wybitne ani także nie są to herbaty które zapadną mi bardziej w pamięć.
Piło się je bardziej jak herbaty zielone aniżeli jak jasne oolong w stylu prażonej tieguanyin czy takiego tajwańskiego si ji chun.
4. Kilka słów o nieprażonych i minimalnie utlenionych jasnych oolong.
Są bardziej lekkie, delikatne i świeże – bardziej w klimat zielonych herbat niż prażonego tieguanyin lub wyżej wspomnianych tajwańskich oolong.
Ich świeżość daje ogólnie podobny efekt co w zielonych herbatach gdzie po produkcji są one najlepsze lecz minusem niestety wtedy jest fakt że z czasem łatwiej się one pogarszają i zachowują.
Tak leciutkie utlenienie bez prażenia jest fajną prezentacją efektu przejścia z zielonych herbat do np niektórych jasnych tajwańskich oolong.
Lecz tak jak świeżość jest w nich na plus, tak ogólna aromatyczność, ciekawość i złożoność aromatu już nie, nawet lekkie prażenie potrafi wyciągać z liści ciekawe nutki – kiedy powyższe dwie herbaty z Anxi sobie podprażyłem to wyciągnęło to z nich fajnego charakterku. Samego w sobie aromatu prażenia wtedy być nie musi, chodzi o sam fakt że prażenie zmienia już dostępne aromaty i nadaje im większej pełni. Oraz utlenienie troszkę większe niż tak minimalne także nadaje tego aromatu.
Bez tego i tego te herbaty są zbyt płaskie i puste – tak jakby ten aromat chciał ale nie mógł się bardziej rozwinąć, trochę jak w przypadku stylu chou shi w dancongach.
Nie znaczy to oczywiście że takie herbaty są niedobre bo mi piło się je bardzo przyjemnie i jestem pewien że wiele osób właśnie takiej świeżości w herbatach szuka, lecz bardziej chodzi mi o to że nie byłyby one czymś co chciałbym wypić jeśli szukałbym w herbacie ciekawszych wrażeń. Bardziej wybierałbym je do picia wtedy, kiedy chciałbym coś mniej wymagającego i angażującego.
A więc taka to ot moja opinia o tych nieprażonych i minimalnie utlenionych oolong.
W którymś z kolejnych postów będę chciał także poruszyć temat lekko (lub wcale) nie prażonych yancha.
I w komentarzach do tego posta z chęcią poczytam wasze opinie i doświadczenia z takich jasnych oolong 🙂
Facebook udostępnia publicznie 5 z 6 zdjęć tego wpisu. Pełna galeria →
Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.




