Podsumowanie herbacianego roku 2025

Liste top herbat tamtego roku pisałem ostatnio, a teraz czas na takie ogólne jego podsumowanie.
Czego się nauczyłem, doświadczyłem, przeżyłem czy zdobyłem.

Jak już pisałem w poście o top herbatach, ten rok pod tym względem prezentował się gorzej od 24r.
I jeśli miałbym jakoś podsumować go prostymi słowami, to powiedziałbym że był to rok dokończania różnych spraw, projektów i herbat. Taki bardziej organizacyjny i dopinający tematy.

– Na początku roku zakończyłem współpracę z jednym sklepem, z którym współpracowałem od drugiej połowy 24r.

– Od Eherbaty, udało się zakupić świetnego Darjeeling Samaebong 2024 który mocno zrobił mi początek roku.

– Oraz zakupiłem całe ciacho Shu 7269 2007. Shu który aktualnie jest moim ulubionym, ponieważ posiada wszystko to, co lubię w nich najbardziej. Przez cały rok go sobie tak popijałem i bardzo mnie satysfakcjonuje. Jest to tym samym shu, którego w tym roku wypiłem łącznie najwięcej. Już praktycznie połowy ciacha nie ma.

– Zawiodłem się większością tegorocznych zielonych herbat i wypitymi Sheng.

– Nauczyłem się, że kwasowość w herbacie jest czymś czego nie lubię i z reguły wprost mi przeszkadza (Z pewnymi wyjątkami). Ogólnie powiedziałbym, że smak kwaśny jest moim najmniej ulubionym. Nie przepadam za takimi rzeczami jak kiszona kapusta czy jedzenie w zalewie. W przypadku herbaty, szczególnie przeszkadza mi to w sheng i oolong. I niestety właśnie przez wypicie pewnej ilości takich już bardzo mocno kwasowych sheng, nawet się na ten smak przeczuliłem. Do takiego stopnia że znacznie bardziej zwracam na niego uwagę tam, gdzie dla większości to nie wyczuwalne. I to jest dość duży problem. Ponieważ tym samym znacznie ciężej mnie nimi teraz zadowolić… tak więc shengi aktualnie przechodzą w moim herbatyzmie pewne załamanie. Nie pamiętam kiedy ostatni raz piłem nowego starego sheng który mi się podobał. Tym samym sheng/oolong leżakowane na sucho mi mniej pasują, bo z reguły właśnie będą bardziej kwasowe. Muszę znaleźć do nich miłość na nowo…

– Miałem kilka nowych współprac z kilkoma Polskimi sklepami z herbatą.

– Dokończyłem projekt własnoręcznego prażenia czarnej herbaty Kenijskiej i dopiąłem go do końca, opracowując już najlepszą recepturę.

– W końcu skończyłem projekt herbacianej poduszki! Czyli takiej wypchanej suchymi liśćmi herbaty po parzeniu. Ten projekt trwał już około 3 lata jak nie dłużej i cieszy mnie że w końcu udało się go skończyć. Co właściwie odwróciło teraz systematyczność moich codziennych sesji z herbatą. Ponieważ do odpowiedniego suszenia tych liści po parzeniu, miałem zrobione specjalne miejsce na rozkładanie ich. No i przy każdej sesji, musiałem te liście rozkładać, później zgarniać je na kupkę aż w końcu po uzbieraniu pewnej ilości przesypywać do osobnego miejsca.
Był to monotonny proces który musiał być wykonywany konkretnymi krokami. A teraz po skończeniu projektu, już tego robić nie muszę. Tak więc mam więcej luzu w sesjach z herbatą. No i jestem zadowolony jak mi ta poduszka wyszła.

– Apropo takich liści po parzeniu, nie licząc poduszki, z takich ładniejszych co mi zostały bawiłem się w robienie małej sztuki powiedzmy. Nazywam to herbacianym lasem, liście przyklejone do podłoża kartonowego. I tutaj też tę zabawę za ostatnie liście skończyłem w tym roku.

– Zrobiłem do końca zaległe porządki ze zdjęciami i notatkami wszystkich herbat, robiąc w całym archiwum lepszą organizację. Jestem teraz na bieżąco co tam mam, a czego mi brakuje i jest do uzupełnienia.

– W końcu skończyłem wszystkie zaległe sample herbat które leżały mi od jakiegoś ponad roku, jeszcze pewnie i od początku 24r. Bardzo ważna rzecz, że w końcu to przepiłem.

– Przez większość roku piłem głównie same sample, najpierw dokańczając te zaległe, a później wszystkie nowe które mi w tym roku podochodziły. A było ich łącznie całkiem sporo. Ale wśród tego wszystkiego, czuję że wypiłem znacznie więcej słabych herbat, niż tych lepszych. Trochę pozostawia to niedosyt, ale z drugiej strony picie słabszych herbat także poszerza doświadczenie.

– Mówiąc o doświadczeniu, miałem okazję popić więcej nazbyt skarbonizowanych shu, ucząc się tym samym tego efektu i “stylu” bardziej.

– Dalej także poszerzyłem swoje doświadczenie z prażeniem i prażonymi herbatami, czy też może powinienem szerzej nazywać to nauką efektu z obróbki cieplnej. Highlightem w tym roku był wgląd w efekt obróbki cieplnej na czarne herbaty. Mam tu na myśli suszenie na końcu produkcji. Wypiłem trochę nazbyt mocno suszonych czarnych herbat i suszonych po prostu źle. Łatwiej mi teraz wyłapywać na każdej herbacie czarnej, jak mocne potencjalnie miała suszenie i czym się to cechuje.

– Oraz miałem fajny wgląd i nauczyłem się stylu białych herbat rolowanych Nepalskich.

– Wypiłem sporo zaległych yabao, testując i zgłębiając je dalej. A na końcu zwieńczyłem to degustacją 9ciu na festiwalu Zaparzaj. Od jakiegoś już czasu czaiłem się z wykonaniem tej degustacji, ale brakowało mi kiperek. Tak więc fajnie że w tym roku udało się to zorganizować na festiwalu. I myślę że wyszło to całkiem dobrze.

– Poznałem także parę nowych bardzo w porządku osób, jak i miałem okazję na żywo zobaczyć tych, których już od jakiegoś czasu znałem online.

– Jeśli chodzi o spotkania z ludźmi, tak jak już mówię od jakiegoś czasu: Zacząłem ograniczać wyjazdy. Zmęczyłem się nimi. I w tym roku szczególnie ten odpoczynek był widoczny. Najdalej pojechałem do Poznania na zaparzaj i chyba kilka razy do Szczecina i to tyle. Bardziej miałem w tym roku przyjemność ze spotkań z ludźmi którzy mnie odwiedzali i parę takich odwiedzin było.

– Zrobiłem swoje herbaciane Portfolio.

– Odkryłem ponownie starą miłość do czarnych herbat z drzew suszonych na słońcu.

– Udało mi się odzyskać zbity kiedyś ukochany gongdaobei oraz pokrywki do ulubionego gaiwana, w którym kiedyś ją zbiłem. Także bardzo ważna rzecz! W końcu mogę używać ulubionego zestawu do herbat! Brakowało mi tego od jakiegoś czasu i bardzo polepszyło to moje wrażenia i codzienne sesje herbaciane 😀

– Na koniec roku zainteresowałem się lepszym zadbaniem o przechowywanie herbat. Kupiłem miernik temperatury i wilgoci oraz plastikowe pudła w które przepakowałem już wszystkie herbaty. To bardzo ważna rzecz której zdecydowanie mi brakowało przy takiej ilości herbat.

– Z nowych projektów, zacząłem testy alternatywnych metod filtracji/wpływu na wodę oraz cykl postów “Film i herbata” – obydwie rzeczy bardziej będę kontynuował już na nowy rok 2026.

– Mówiąc o postach, łącznie całkiem sporo ich w tym roku napisałem. Znacznie więcej niż w poprzednich latach.

– Ilość nowych wypitych herbat przez cały rok: 274 które naliczyłem. Ale nie było to pełne wyliczenie bo wszystkich pojedynczych notatek już mi się nie chciało. Tak więc łącznie pewnie 300 było.

I to tyle co przychodzi mi na myśl, aby jakoś ten rok podsumować. Łącznie to nawet długa lista, tak jak pisałem na początku w dużej mierze składająca się z dokańczania różnych rzeczy i tematów. I teraz jak wszystkie te tematy które krążyły od jakiegoś czasu, zostały zakończone, czas zacząć nowe projekty i oficjalnie rok 2026!

Facebook udostępnia publicznie 5 z 54 zdjęć tego wpisu. Pełna galeria →

Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *