Kontynuujemy z Lutowymi wyjazdami
Wyjazd 18-25 Luty Kraków 02/2023 Cz1 18-21 Luty.
Lecimy dalej z lutowymi wyjazdami, kontynuując gdzie skończyliśmy… 3-4 dni u siebie aby się przeorganizować, zaplanować i wyjechać dalej, do Krakowa!
Tym razem post opublikowany na profilu, i udostępniony na blogu, a nie odwrotnie jak wcześniej. Obrażam się że na stronie (herbacianej przygody), nie mogę danych osób otagować, jeśli nie śledzą strony >.< co mnie trochę kłuje.
Ten wyjazd był mocno spontaniczny, czy też wszystko co się w trakcie niego działo. Miałem niby początkowy plan co gdzie i jak, ale ostatecznie nie miałem możliwości go w pełni rozplanować i w sumie wszystko wychodziło w trakcie.
Podczas pisania, pamiętam jedynie o 3 rzeczach jakie miałem w trakcie zrobić… a resztę, będę sobie przypominał wraz z wami w trakcie przeglądania zdjęć i dalszym pisaniem :p
18 Luty.
Standardowy nocny pociąg z 17 lutego na 18. Na miejscu w Krakowie, w tym przypadku chyba byłem na 06:00 przez opóźnienie, chwilę posiedziałem na dworcu, chyba coś zjadłem i poszedłem dalej.
Przechodząc obok Herbaciarnia Czarka, zobaczyłem że ktoś im znak eherbaty ukradł ;< później się dowiedziałem że jakieś przepisy nowe czy coś tam :< złe miasto.
Zajście do piekarni, a następnie do noclegu się wypakować.
Przywitanie z Murat Kornaev o jakiejś 07:20, wypicie shu z Mandarynką którą akurat pił – swoją drogą moją pierwszą w życiu! znacznie lepsza niż się spodziewałem, całkiem fajna, i dała mi dużo energii do dalszego dnia, po standardowo męczącej nocy w pociągu.
Następnie w sumie cały dzień spędziłem z Bogna Czechowska, a o około 16:00? Zgadałem się że przyjdę do Murata, który przez połowę dnia parzył herbaty na otwarciu nowego domu kultury na Dębnikach.
Głównie to takie wydarzenie pod dzieci było, ale z Muratem fajnie jak zawsze, coś tam parzył, ja zaparzyłem i z około 2 godziny zleciały. Mamy fajne zdjęcia!
Powrót do noclegu i sen, tym razem jakoś wcześniej, a więc mogłem sobie pospać po nocnym pociągu, chociaż następnego dnia chyba i tak byłem padnięty.
19 Luty.
Gdzieś o 11:00 zaszedłem do czarki, wypiłem jakąś herbatę, nie pamiętam już co nawet.
A resztę dnia spędziłem z Bogną, chyba tego dnia byliśmy na fajnej wystawie obrazów i… coś tam jeszcze było, nie pamiętam a zdjęć nie mam. Dość raczej spokojny dzień i mniej herbaciany.
20 Luty.
Dzień umówionego przyjazdu do Rafał Przybylok, do zabrza, posiedzieć z nim znowu cały dzień – druga już u niego wizyta ogólnie.
Ale najpierw… zajście do czarki się przywitać, bo miałem po drodze i trochę czasu przed busem. Trafiłem na Łukasza z Krzyśkiem! świetny skład. Łukasz słowami “proszę, na koszt firmy” poczęstował mnie czarką… czarką… po której już po samym zapachu miałem dość… ;_; jakiś aromatyzat… pomarańcza coś tam z czymś tam, taka herbatka Ala’Łukasz… wypiłem oczywiście… jak na koszt firmy od Łukasza to całym sercem <3 (i zepsuciem zatoków).
Później coś tam jeszcze chwilę wypiliśmy już normalnego, i po 13:00 wyjście na busa o 14:00 chyba, a… i tutaj też jechałem z Bogną do Rafała.
Po przybyciu do Rafała Czajnika (herbaciarni), tak samo jak ostatnim razem, przywitaliśmy się ciasteczkiem z wróżbą i poranną sencha dla napojenia.
Zabawne, bo pierwszej wizyty u niego, w ciasteczku miałem tą samą wróżbę x2 (które dwa papierki później zgubiłem) (chyba pisałem w tamtym poście o tym? Z listopada)
Podczas gdy tym razem… miałem Z-E-R-O haha… ciasteczko w środku puste haha… to tak w ramach rekompensaty za te dwa w pierwszym kiedyś 😀 najpierw dwa, a teraz zero 😀 wszystko wyrównane i wszechświat krzyczy “balans!”
Następnie siedzenie w trójkę cały dzień i picie herbat, tym razem mniej intensywnie niż poprzedniej wizyty, nie pamiętam nawet co takiego piliśmy, w zdjęciach mam jedynie że robiliśmy herbatę w syfonie dla przetestowania – purpurę jedną, wyszła “ok” ale nic szczególnego. Ale mam tutaj na myśli że testowaliśmy tą określoną herbatę, a nie że parzenie w syfonie ogólne.
Dostałem od Rafała herbaciane papierosy! <3 tak, takie dosłownie z liści herbaty, robione w jakiś dziwny, nieznany sposób nieznanego pochodzenia. Pewnie nie przeszłyby nawet wszystkich zasad aby dostać się oficjalnie na rynek UE haha…
Ja to chciałem jako ciekawostkę, przedmiot kolekcjonerski 🙂 + do tego miałem kogoś kto chciał to faktycznie wypalić :p (I tak się też stało jeszcze w tym roku, o tym w późniejszym poście z innego wyjazdu!). Były też myśli aby to zaparzyć haha… ale i do dzisiaj się jeszcze nie odważyłem, ale… Rafał to i palił i parzył już haha… ponoć paskudne, szacunek za odwagę. A… no i są co najmniej w ładnym opakowaniu 🙂 leży sobie teraz pudełko za mną, zaraz obok książki Ani B na półeczce, za moim fotelem w miejscu herbacianym w pokoju.
Rafał pokazał też swój nowy nabytek, taki fajny zestaw z białej porcelany z małym czajniczkiem i gaiwanem z 50ml? Lubię takie porcelanowe. Na przyszłym wyjeździe parzyłem u niego w tym czajniczku, i bardzo wygodnie się go używało.
Piliśmy też maocha Tie guan yin jako fajna ciekawostka, była w porządku, ale już troszkę mu zwietrzała.
Pograliśmy w szachy, a na koniec standardowo musiało być Rafałowe ciasto… jezu… jakie Rafał ma DOBRE TAM CIASTA, dosłownie, chyba nawet najlepsze ciasta jakie w życiu jadłem, to u niego w herbaciarnii! polecam przyjść nawet i dla samego ciasta!
U Rafała z nim w herbaciarni jest po prostu najlepiej <3 fajne miejsce, klimat, wystrój, dużo miejsca, cudowne ciasta, a przede wszystkim dobre herbaty ze świetnym człowiekiem! <3
Można tak siedzieć całe dnie :D. Nie wiem o której skończyliśmy i wróciliśmy z Bogną do Krakowa, ale wiem że ledwo na busa zdążyliśmy (: co najmniej po 19:00-20:00, po powrocie było już pewnie dość późno, w tym przypadku ja zrobiłem także zmianę noclegu na inny, kolejny na następne dwie noce.
21 Luty.
Ten dzień, także mniej intensywny.
Chyba tego dnia, rano, a może wieczorem? Piliśmy z Bogusiem herbatę, ale zdjęcia niestety nie mam bo zapomniałem zrobić.
O 11:00 jakoś, znowu na początek dnia zaszedłem do czarki się przywitać, coś tam wypiliśmy z czarkę-dwie i… w końcu zrobiłem z chłopakami zdjęcie z czarkami! no… prawie… bo Łukasz bez czarki. Ale i tak, jest! tyle razy w Czarce bywałem i bywam, a zdjęć czarek z dłońmi mam prawie z nimi wszystkimi brak ;< Teraz chociaż z Krzyśkiem i Łukaszem nadrobiłem – może nawet i po to tam wtedy zaszedłem? Nie pamiętam.
A tak, to znowu w sumie cały dzień spędziłem z Bogną, i tutaj jedna ważna kwestia warta powiedzenia… mimo że się tak nie wydawało, to jednak w te wszystkie dni do tej pory miałem trochę zamieszań, nie będąc pewnym co gdzie z kim i jak będę robić. Tam mi jedno spotkanie nie wyszło, tam się coś przełożyło itd itp… a więc ogólnie byłem trooooochę przemieszany tym wszystkim bo robiło się trochę chaotycznie.
A jako też że Bogna miała aktualnie dużo wolnego czasu, to ostatecznie kończyłem na spędzaniu z nią czasu haha, no i fajnie, bo czas jak najbardziej był wtedy spędzony dobrze.
Jedyna jeszcze ważna rzecz w tym dniu, to spotkanie z Sylia Marszałek, wydaję mi się że mieliśmy jakiś temat spotkania… ale totalnie nie pamiętam haha… ale wiem za to, że skończyliśmy na wypiciu Sanxia Yefang Huangcha 2022 – czyli Tajwańskiej żółtej herbaty z eherbaty.
Pierwsza! żółta herbata która zaskoczyła mnie czymś więcej i faktycznie bardziej zasmakowała 🙂 świetnie że Sylia mnie nią poczęstowała <3 baaaaardzo miło to wspominam i do dziś 😀 A maniaczka Sylia kupiła jej taaaaak duuuuużooo że aż nie napiszę ile łącznie hahaha. Ale nie dziwie się 🙂 naprawdę fajna herbata. A z Sylią ponownie, spotkanie bardzo fajne i udane! 😀 fajne nam zdjęcie wyszło, z jej czarkami.
I… to tyle z pierwszych 4 dni tego wyjazdu, niby mniej się działo, ale jednak łącznie i tak sporo. A wszystko z dnia na dzień, wychodziło spontanicznie.
21 Lutego na koniec dnia wróciłem oczywiście do noclegu, po to aby następnego dnia wyjechać dalej, chociaż troszkę później, a nie z samego rana.
Ale o tym w drugiej części!
Facebook udostępnia publicznie 5 z 38 zdjęć tego wpisu. Pełna galeria →
Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.




