Relacja z festiwalu Festiwal Herbaty Zaparzaj 2025 // Zaparzaj 2025 Tea Festival // Poznań Dzień 2

Dzień 2 Niedziela (14/09/2025)

Po nie zbyt dobrze przespanej nocy w hostelu, wyszedłem z niego po 09:00 i na 10:00 byłem na festiwalu gdzie większość osób dopiero się rozkładała.
Tutaj pewna zmiana ponieważ z uwagi na deszcz, padła decyzja aby wystawców przenieść na pierwsze piętro słodowni.
A w miejscu na górce gdzie wcześniej byli, pod namiotami były warsztaty oraz miejsce kocykowe gdzie można było usiąść z herbatą – co zupełnie mijało się z celem. Bo co? Poszedłbyś tam pić herbatę sam ze sobą kiedy wszyscy są u wystawców? Bez sensu.
Idealnie w sali słodowni fajnie gdyby były chociaż dwa stoliki i krzesełka dla uczestników gdzie każdy mógłby sobie na luzie usiąść, odpocząć, napić herbaty. Ale niestety tego brakowało. Oczywiście rozumiem że decyzja o przeniesieniu tam wystawców padła z dnia na dzień i nie było czasu ani głowy tego lepiej zorganizować.
Ale i tak, brak sensownego miejsca gdzie można zaparzyć herbatę i ludzi poczęstować, był dla mnie (i nie tylko) dużym minusem.
Ja jak to ja – gdzieś miejsce jak zawsze znalazłem, ale nie w pełnym komforcie. Większość czasu festiwalu plątałem się z miejsca na miejsce.

W każdym razie, na start tego dnia stwierdziłem że przywitam się z Praveen Sirvi z TeaGardenia i w końcu poznam go na żywo.
Sympatyczny człowiek.
Puścił mnie za swoje stoisko abym zaparzył od niego jedną herbatę.
Czarną z jakiegoś mniej dostępnego regionu Naga – pierwsza herbata w niedzielę 🙂
Nawet smaczna, miała cechy wspólne z assamica i przypominała właśnie taką czarną z drzew. Gęsta, esencjonalna i z wyczuwalnym mentolem.
Ale to jakaś lokalna odmiana i to z krzaków. Co jak na krzaki całkiem nieźle.
W międzyczasie wypatrzyłem Aniela F. Marszałek wśród ludzi, co mnie ucieszyło ponieważ miałem dla niej dwa ciacha herbat a nie byłem pewien czy na 100% się pojawi na festiwalu.
Spakowałem pomimo niepewności i jak widać wszystko się dobrze ułożyło 😄

Od kiedy przybyłem rozglądałem się także czy ktoś miałby mi udostępnić czajniczek 250ml na jedno parzenie yabao. Specjalnie swojego nie brałem aby ograniczyć przedmioty w już i tak pełnym plecaku. I niestety nikt nie miał 😱 tak więc troszkę się z tym pomieszałem, a zależało mi aby je zaparzyć.
Ale w końcu udało mi się załapać do Teasome Wielkie dzięki Antoni!! 💚
Po skończonej herbacie z Praveenem, pokręciłem się właśnie obok teasome, zaparzyłem jedno Wietnamskie yabao i polałem ludziom wokół.
Przy okazji Antoni poczęstował mnie ich gaba oolong który pozytywnie zaskoczył mnie… aromatem truskawek. Tak więc musiałem ją kupić przez ciekawość. Pierwsza kupiona herbata na festiwalu.

Na 11:00 planowałem wpaść na brew bar do Krzysia który miał parzyć herbaty one river tea które mnie ciekawiły.
A przez zamieszanie ze znalezieniem czajniczka wyszedłem ze słodowni dopiero po 11:30.
Załapałem się na parzenie shu z… chyba 21r? Albo 23.
Ale nie był on zbyt dobry. Zbyt młody w smaku z wyczuwalną rybką i fermentacją. Do tego czułem że nie był do tego wyprodukowany zbyt dobrze. Trochę taki shu podążający za nowym stylem z niezbyt dobrym potencjałem do dobrego dojrzewania przez lata. Nic specjalnego, chociaż jakiejś zupełnej tragedii też powiedzmy nie było.
Po tej herbacie przyszła kolej na parzenie ciekawej białej herbaty składającej się głównie z patyczków/gałązek – ta była już lepsza i ciekawa. Trochę kwiatowa, trochę drewniasta.
Mały błąd który popełniłem na brew barze, było zostawienie mojego chahai na stole 😶‍🌫️ zapomniałem go na koniec zabrać i biedny tam został.
Po spróbowanej białej herbacie zawinąłem się stąd chwilę po 12:00.

Z powrotem po schodach do słodowni na teren wystawców.
Zgadałem się tutaj z Andrei Osipau na wspólną herbatę, on miał pójść napełnić nam termosy wodą, a ja miałem ogarnąć gdzie będziemy pić.
Padło na to że najlepiej będzie przenieść się na górkę, na kocyk pod namiot. I jak tak nad tym myślałem będąc przy wystawcach, zobaczyłem w końcu Olivier Schneider Poprzedniego dnia nie udało mi się z nim przywitać, to teraz koniecznie to od razu nadrobiłem.
Po wymianie paru zdań, zaproponowałem aby dołączył do wspólnej herbaty – na co się zgodził.
Ale jako że dopiero dzisiaj się pojawił, chciał najpierw zrobić obchód po wystawcach.
Tak więc chwilę na niego tutaj po prostu poczekałem. W między czasie Andrei wrócił z wodą i dał mi mój termos, po czym poszedł przodem na kocyki.
Po chwili jak Olivier skończył obchód i pogaduchy, udaliśmy się razem w czwórkę na zewnątrz. Ja, Olivier, Jane oraz jakaś ich znajoma.
Po drodze spotkałem Andrei na punkcie info który się tam rozsiadł i było mu tak wygodnie że już na kocyki nie chciał iść 😆
W czwórkę w takim razie bez Andrei trafiliśmy na górkę i po ogarnięciu rozsiadlismy się na kocyku.
Zaczynam wyciągać z plecaka swoje rzeczy i… dotarło do mnie że nie mam chahai. Szybkie myśli i olśnienie "Tak, zostawiłem na brew barze" eh.
Pytam Oliviera czy posiada ze sobą i… okazuje się że akurat dzisiaj nic ze sobą do parzenia nie wziął.
No cóż… dobra, zrobimy oldschool parzenie bezpośrednio do czarek z gaiwana.
…
Patrzę się na Oliviera, on na mnie.
I zadaje pytanie: P…posiadacie czarki? Prawda?…
Odpowiedź: Nie…
Następnie pojawiają się uśmiechy oraz śmiech hehe…
Wychodzi na to że dzisiaj zupełnie nic ze sobą nie wziął na festiwal 😆
Tak więc… mamy gaiwan i jedną moją czarkę 🙃 co teraz?
W tym momencie wyciągałem coś jeszcze z plecaka i… nagle coś w nim stuknęło.
Zaglądam do niego i sobie przypominam "No tak! Przecież wczoraj wygrałem u Antoniego w quizie trzy czarki!!" 😀
Idealnie 3 czarki dla 3 osób dla których nam brakuje! Magia! Przeznaczenie!
Tak więc posiadając teraz gaiwan i 4 czarki, możemy w końcu zabrać się za parzenie 😄
Padło na shu 7269 2007 z Dobrejherbaty – to jeden z najlepszych w mojej kolekcji i byłem ciekaw jak Olivier go odbierze.
I… właściwie odebrał go całkiem pozytywnie. Smakował mu i powiedział że to fajnie wyprodukowany shu i teraz już takich nie robią. Do tego stwierdził że musiał być leżakowany na trochę wilgotne warunki – co jest czymś na co sam już w tej herbacie zwróciłem uwagę, że dojrzała ona całkiem szybko.
A więc miałem tu fajne potwierdzenie tego, co sam o tej herbacie uważałem 🙂 i cieszę się że mu smakował.
W ogóle parzenie bezpośrednio do czarek także wychodziło mi bardzo dobrze, świetna to była sesja i fajnie że udało mi się tak z Olivierem napić.
Tym bardziej że właściwie na festiwalu pojawił się dzięki mnie, ponieważ jakiś czas wcześniej mu go zaproponowałem i byliśmy na bieżąco z jego wyjazdem.

(Może @Dobrejherbaty zabrakło na festiwalu, ale był z nami herbatą 🙏)

Po skończonej sesji rozeszliśmy się w swoje strony dalej na festiwal.
Trochę pochodziłem i odzyskałem swój wcześniej zostawiony ma brew barze chahai.
W tym momencie zbliżała się już chyba powoli 14:00, około ta godzina była i stwierdziłem że warto byłoby zacząć powoli się ogarniać na moją degustację na którą powinienem być na 15:30.
Moja degustacja miała być prowadzona w kiperkach, lecz ja swoją wziąłem tylko jedną.
Resztę 8 kiperek miałem załatwione od Wojtka TheTea.pl (Wielkie dzięki Wojtku za udostępnienie mi ich!!) – wspomniał mi tylko wcześniej że będę musiał je przemyć.
Chciałem to teraz ogarnąć a więc odebrałem je od niego i poszedłem na punkt info gdzie było do tego najwięcej przestrzeni.
Przy okazji zgadałem się z Andrei że jak ja będę je ogarniać, to on może obok zaparzyć herbatę i się razem napijemy. Na miejscu była też Emilia Żabkiewicz oraz ktoś jeszcze z wolontariuszy.
Ogarnąłem kiperki, wypiliśmy wspólnie drugą porcję shu a na koniec zaparzyłem jeszcze rzemieślniczą hojicha dark roast eherbata.pl
Część jej wypiliśmy a resztę w chahai zawinąłem do Wojtka ponieważ zależało mi aby go nią poczęstować.
Jedna torba, druga torba z kiperkami, plecak i z powrotem po schodach do słodowni eh.
Udało się poczęstować Wojtka, Alicje oraz chyba kogoś jeszcze.
Przy okazji kupiłem od Wojtka gui fei – druga i ostatnia zakupiona przeze mnie rzecz na festiwalu.

Zbliża się 15:30. Biorę rzeczy i zawijam na drugie piętro na moją degustację yabao.
Oficjalnie byłem wpisany na 15:45, ale musiałem uprzednio jeszcze się przygotować.
A i tak trochę mi się to przedłużyło, ponieważ byłem gotowy dopiero o około 15:50-55 kiedy wszyscy uczestnicy już czekali.
Z 9 kiperkami trochę roboty jest, do tego herbaty, karteczki z podpisami jakie yabao jest w jakiej kiperce… trochę więcej w tym zabawy organizacyjnie.
W końcu oficjalnie zacząłem degustację i myślę że wyszła ona całkiem fajnie. Miałem pełny skład 10 uczestników i myślę że się im podobało, byli zaciekawieni oraz mi jakieś merytoryczne wytłumaczenie yabao jakoś nawet wyszło.
Nawet udało się wykonać 3 parzenia 3min>5min>10min. Gdzie myślałem że może maksymalnie starczy nam czasu na 2 parzenia.
Tak więc wszystko poszło całkiem nieźle. Jedynie już po skończeniu degustacji miałem większy problem z ogarnięciem i posprzątaniem tego na koniec i troszkę mi się ponownie przedłużyło.
Swoją drogą dziękuję Miłoszowi który był wolontariuszem przydzielonym mi do pomocy 🙏 zadbał aby niczego mi nie brakowało.
Z sali wyszedłem ostatecznie o około 17:05 i od razu zwróciłem umyte kiperki Wojtkowi.

Festiwal zbliża się już ku końcowi.
Trafiłem na brew bar ponownie do Krzyśka. Gdzie spróbowałem niezbyt udaną zieloną herbatę, bardzo fajną heicha z Anhua i… chyba coś jeszcze?
Na koniec festiwalu zaparzyłem pipa cha – czyli oriental beauty oolong leżakowany w beczkach po porto, a następnie dalej dojrzały rok w moim pokoju :p gdzie ten dodatkowy rok u mnie, wygładził jego niektóre mocne nuty i sprawił że stał się bardziej owocowy oraz winny.
Bardzo fajna herbata którą każdego tam na koniec poczęstowałem i tym samym była ostatnią którą wypiłem na festiwalu.
Skończyliśmy picie jakoś po 18:00 i każdy się już z festiwalu zawijał.
Gdzieś tam pod koniec trafiłem także ponownie na Jaroslaw Tochiku który miał dla mnie herbaty od Setha – znajomego który przebywa w Wietnamie.
Przy okazji Robert randomowo wyciągnął jakiegoś oolong tie guan yin mówiąc mniej więcej "Masz Danielu, to taki tgy produkowany od trzech pokoleń przez tę rodzinę która była pierwszą która tam te herbaty produkowała" o.o stałem tam taki otępiały że nagle dostaje ciekawą herbatę. O ile dobrze zrozumiałem, muszę jeszcze Roberta o to dokładnie wypytać.
W każdym razie cudowny człowiek.

Na koniec ponownie posiedziałem jeszcze chwilę z wolontariuszami, odpocząłem, zjadłem i tym razem zawinąłem się z festiwalu zanim się jeszcze ściemniło.
Całkiem intensywny dzień wyszedł. Chociaż ponownie zbyt dużo osobiście nie zaparzyłem, chyba znowu 4 herbaty. Co łącznie daje nam tylko 8 przez cały festiwal.
A w poprzednim roku 8-9 to zaparzyłem jednego dnia 🙃
Nie udało mi się także poświęcić więcej czasu paru osobom: Łukasz Drężek Ilya z XianCha Tea Ivan Sitsko Marta Ru Agacie z silvertips Agata Chyla i trochę innych ale co ja będę każdego wymieniał 😄
Chyba ciężko aby dla każdego tak znaleźć czas. Tym bardziej za na tej edycji było rekordowo najwięcej znanych mi osób.
Gdyby tak policzyć… to z ponad 50 osób 😄 większość ludzi z organizatorów, ponad połowa wystawców, ktoś z wolontariuszy i sporo osób-uczestników.
Myślę że liczy się że chociaż z większością się przywitałem 🙂

Facebook udostępnia publicznie 5 z 30 zdjęć tego wpisu. Pełna galeria →

Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *