Nilgiri thiashola i Darjeeling. Z oferty Eherbaty
Z oferty Eherbaty.
Jedne już z ostatnich moich herbat z poprzedniego roku które trzeba było nadrobić i jednocześnie dwie całkiem podobne do siebie herbaty jasne czarne z Indii.
"Jasne czarne" ponieważ tak lubię nazywać czarne które proces przeszły troszkę inny i są bardziej jaśniejsze z co poniektórymi liśćmi.
Darjeeling – zacznijmy od niego, jest to taki najtańszy i mało szczególny Darjeeling, ogólnie nic specjalnego ale też nie był czymś złym.
Obydwie herbaty zakupiłem aby spróbować więcej "jasnych czarnych" oraz także aby spróbować swojego pierwszego Darjeeling i jak się można było spodziewać ten zapewne nie jest dobrym przedstawicielem tejże herbaty.
Jest to dość delikatna oraz lekka czarna i pod tym względem była przyjemna, orzeźwiająca kiedy chciało się zaparzyć więcej jednorazowo i sobie popijać.
Nic specjalnego ale postawiłbym ją pozycje wyżej od "zwykłych" Cejlonów czy Assamów.
Nie była szczególnie słodka, bardziej pusta z lekką goryczką, mało aromatyczna, miód, cytrusy, zioła, ziemia, szorstka, sucha – żadne z aromatów nie wybijały się bardziej naprzód ani nie były w lepszym obliczu.
Dwa parzenia wyszły mi najlepiej:
1. 5g-500ml-1min.
2. 4g-250ml-1min.
Ostatecznie to na 250ml wyszło lepiej, jej aromaty się troszkę podbiły, była minimalnie oleista, ta na 500ml była ok ale gorsza.
Drugie parzenie tej herbaty jest meh, czasami się wypić dało ale wolałbym nie, z tego powodu co jest lepsze? 250ml troszkę lepszego jednego parzenia czy 500ml gorszego ale i tak w porządku? co kto woli.
Oceniam na 4/10 lub 5/10 – mimo oceny przyjemna do picia.
Nilgiri Thiashola – Porównując ją z Darjeeling wyżej, była lepsza, bardziej aromatyczna, troszkę olejków eterycznych z minimalnym oleistym uczuciem ale też nie była to jakaś nadzwyczajna herbata, taka na pozycje wyżej w ocenie od tego Darjeeling.
Możemy ją opisać tak samo jak Darjeeling czyli delikatna, szorstka, lekko sucha chociaż ta była bardziej orzeźwiająca i oleista, cytrusy, kwiaty, miód, ziemia i była lekko słodka z mniejszą goryczką.
Niby prawie te same aromaty ale były bardziej aromatyczne i w lepszym obliczu, tak jak Darjeeling był jednak bardziej ziemisty/miodowy to tak ta Nilgiri wychodziła bardziej cytrusowo-kwiatowa.
W tym przypadku parzenie 5g-500ml-1min spisało się lepiej niż na 250ml wody, na 500ml jakoś cały balans smakowy był w lepszym obliczu podczas gdy na 250ml zrobiła się bardziej intensywna ale aromaty jak dla mnie dawały gorsze i mniej zbalansowane odczucie.
Drugie parzenie można było zrobić 3min i dało się jeszcze wypić.
Oceniam ją 5/10 lub 6/10 – czyli lepiej od Darjeeling ale też nic nadzwyczajnego, chociaż też była jeszcze przyjemna do popijania, kiedy chciało się coś mało wymagającego.
Obydwie polecam na lato, lepiej się spisują w ciepłe dni niż wiele innych czarnych.
Na zdjęciach najpierw Darjeeling później Nilgiri.
Liście niby podobne ale w Nilgiri widać więcej kolorków, podczas gdy w mokrych po parzeniu jest więcej jednolitych kawałków liści.
Kolor naparu praktycznie taki sam pomarańczowy.
Facebook udostępnia publicznie 5 z 6 zdjęć tego wpisu. Pełna galeria →
Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.




