Matcha iri Karigane oraz Gyokuro Miyazaki bio (Pierwsza gyokuro w życiu!) – obydwie z Eherbaty
Matcha iri Karigane – Zacznijmy od niej bo mniej ciekawa.
Już się łącznie z tą herbatą nauczyłem że herbaty z dodatkiem matcha "matcha iri…" należy traktować jako coś osobnego, wręcz niczym osobną kategorie.
Czyli np sencha z matcha nie traktować jako sencha, karigane z matcha nie traktować jako karigane… a bardziej wszystko z dodatkiem matcha traktować jako "coś z dodatkiem matcha" ponieważ dodatek matcha za bardzo zaburza i wpływa na to z czym ją łączymy, nadaje herbacie więcej kremowości, gęstości oraz smaczku śmietanki… co oczywiście może być plusem ale… w tym przypadku nie było.
Sama w sobie karigane to inaczej lepszej jakości kukicha czyli patyczkowa herbata, i faktycznie tutaj trzeba przyznać że tych patyczków nie tyle co było więcej ale wszystkie były znacznie bardziej sobie równe i wygładzone – porównując je z innymi patyczkami z innych kukicha jakie piłem te prezentowały się najlepiej, ale… wydaję mi się aby nazewnictwo czegoś z kukicha mogło awansować na karigane i miało sens to nie tyle co same liście/patyczki powinny być lepiej wyselekcjonowane ale także (i przede wszystkim) lepiej smakować!
A tego niestety nie mogę powiedzieć o tej herbacie… patyczki po prostu miały w tym przypadku mało smaku, a kiedy dodać do tego matcha która ten smak jeszcze bardziej zaburza i zmienia to w efekcie dostajemy herbatę która sama nie wie czym chce być.
Kukicha/karigane wyróżnia się na tle sencha kilkoma specyficznymi smaczkami które sprawiają że osobiście z Japońskich zielonych herbat lubię je najbardziej.
Tutaj niestety tych specyficznych dla kukicha smaczków było minimalnie i do tego trzeba było się postarać aby w ogóle z tej herbaty je wyciągnąć.
Czyli z jednej strony mamy "karigane" która pomimo ładnych patyczków biednie prezentuje się smakiem, a z drugiej strony matcha która nadaje jej pewnego klimatu ale łącznie nie jest niczym specjalnym.
Co prawda to nie jest tak że ta herbata smakowała źle czy coś w tym stylu, ale po prostu jej aromaty jak dla mnie były nudne, źle się ze sobą łączyły oraz całe oblicze tej herbaty nie było niczym specjalnym przez co dość mocno zawiodłem się tą herbatą i już się nauczyłem aby nie kupować "czegoś z dodatkiem matcha" na przyszłość.
Oceniam ją na 4/10 i pierwszy raz tutaj napiszę iż jej nie polecam, znacznie lepiej jest kupić zwykłą, dobrą kukicha niż coś takiego.
Gyokuro Miyazaki bio – czyli moja pierwsza w życiu Gyokuro!
Gyokuro czyli odświętna Japońska herbata "przyciemniana" której krzaczki na trzy-cztery tygodnie przez zbiorami przyćmiewa się płachtami aby ograniczyć ilość światła jakie na nie pada – co w efekcie sprawia iż w liściach zmienia się zawartość pewnych związków a to z kolei wpływa na inny smak.
I cóż mogę tutaj napisać? czy była to jedna z najlepszych Japońskich zielonych herbat jakie do tej pory piłem? – tak zdecydowanie. Ale czy była ona aż tak cudowna że po wypiciu powiedziałem "wow, ale to świetne"? – no niestety nie.
Osobiście się trochę zawodzę lepszymi jakościowo Japońskimi zielonymi – faktem jest że w porównaniu z tymi z niższej półki są lepsze, bardziej aromatyczne, intensywne, dają lepsze odczucie, konsystencję, dłuższy posmak, więcej umami ale… to czego mi w nich brakuje to chyba jednak bardziej urozmaicone aromaty.
Tutaj powiedziałbym że były one warzywne w stronę kukurydzy, ziemniaka? kalarepy? marchewki? lekko glony, trochę orzeszków, troszkę igieł z drzew iglastych oraz kwiatów? – czyli aromaty takie dość standardowe jak na Japońskie zielone, tutaj do tego w lepszym obliczu ale i tak… mimo że dobre to jednak nie zachwycają mnie aż tak bardzo.
Na plus zasługuje też tutaj jej słodycz ponieważ była to jedna że słodszych Japońskich jakie piłem, no i oczywiście umami, pijąc ją, w buzi aż pozostawiała po sobie specyficzne odczucie które przyjemnie łączyło się z długim warzywnym posmakiem.
Ogólnie piło się ją świetnie, znacznie lepiej od tych Japonek z niższej półki ale jak dla mnie na pewno nie byłaby to herbata którą chciałbym się rozpieścić "od święta"
Oceniam ją na 8/10 – czy polecam? chyba tak, jeśli ktoś nie miał do czynienia z lepszymi Japońskimi to ta myślę że całkiem dobrze je przedstawia, może aromaty nie są aż tak urozmaicone ale całe jej odczucie oraz intensywność robi wrażenie (i zdaję sobie sprawę że mimo wszystko jest to najtańsza gyokuro z oferty eherbaty i możliwie najmniej ciekawa z innych jakie można znaleźć do kupienia).
Warto także wspomnieć o jej liściach – które po parzeniu mają tak delikatny smak bez goryczki że na spokojnie można je zjadać.
Standardowo poniżej zamieszczam także zdjęcia obydwu herbat, na uwagę zasługuję bardzo klarowny napar Gyokuro a z drugiej strony bardziej gęsty matcha iri karigane.
Facebook udostępnia publicznie 5 z 7 zdjęć tego wpisu. Pełna galeria →
Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.




