Krishna gold SF 2019 i Everest hand rolled floral 2019

Czyli dwie herbaty czarne z Nepalu ze sklepu one cup of tea, od Agaty.

Jakiś czas temu dostałem jedną herbatę czarną z Nepalu z jakiegoś przypadkowego sklepu, okazała się być delikatna ale zarazem bardzo aromatyczna i przyjemna, lubiłem ją pić i zapadła mi w pamięć.
Idąc za tą myślą szukałem czegoś na jej wzór. I tak przypadkowo, już jakiś czas temu los chciał że trafiłem na Agatę i jej sklep, niczym przeznaczenie.
Zakupiłem od niej cztery herbaty czarne z myślą że będą podobne do tej którą kiedyś piłem.
Od tamtego czasu minął już długi okres, miałem prawie roczną przerwę od herbaty, później przepijałem się przez coś innego, aż w końcu w ostatnim czasie dokopałem się do pierwszych dwóch Nepalskich z czterech!

Krishna gold SF 2019:
-Pierwsza którą spróbowałem, delikatna, aromatyczna, oleista, dużo olejków eterycznych.
Słodka, czerwone owoce oraz jeżyny – malina, truskawka, wiśnia.
Ale także karmel przewijający się tu i tam, zwłaszcza na końcu języka, do tego lekkie kwiaty, kwiat pomarańczy i bergamotka.
Fajna, przyjemna z długim posmakiem.
Jedyny jej minus to… goryczka, niestety trochę tej goryczki posiada, taka już jej natura. Małe listki i złote pączki robią swoje.
Pijąc ją drugi raz jakiś czas później, trzecie, słabsze parzenie przez swoją gładką konsystencje i aromaty jeżyn kojarzyło mi się z… kisielem z owocami leśnymi! co było dość ciekawe.

Przed spróbowaniem drugiej herbaty coś mi się przypomniało…
Tą pierwszą czarną Nepalską z kiedyś piłem z mojej 100ml pół-glinianej-pół-szkliwionej czarce!
A więc drugą od Agaty musiałem teraz spróbować we właśnie niej! zwłaszcza że i tak jej już wcale do żadnej herbaty nie używam.

Everest hand rolled floral SF 2019:
-Tak samo delikatna ale jednocześnie aromatyczna, oleista, gładka i słodka.
Tutaj akurat była ona głównie kwiatowa, nie bez powodu "floral" jest w nazwie.
Oprócz aromatu który nazywam mentolowo-kamforowym który przewijał mi się już w kilku różnych herbatach, był tu bardzo specyficzny aromat jednego kwiatu… ostatecznie doszedłem że chyba jest to tulipan i bławatek – coś ciekawego bo nigdy z takim kwiatowym aromatem się nie spotkałem w żadnej herbacie.
Do tego lekko pomarańcza i pieczony banan oraz lekko owocowa idąca w żółte owoce.
Wypicie jej w 100ml pół-glinianej czarce było strzałem w dziesiątkę, świetnie do tej czarki pasowała.

Podsumowując:
– Obydwie herbaty były dokładnie tym czego szukałem (na wzór mojej pierwszej z Nepalu), czyli delikatne ale jednocześnie fajnie aromatyczne i oleiste.
Dla mnie było to takie nostalgiczne przeniesienie się w przeszłość, do tamtych czasów i do tamtej pierwszej herbaty, zwłaszcza pijąc je z tej czarki do której bardzo pasują.
Bardzo cenię sobie w herbatach takie doświadczenia, doświadczenia które znaczą coś więcej niż po prostu bycie dobrymi.
Dziękuję Agacie za pomoc w dobraniu tych herbat z ponad rok temu kiedy je zakupiłem.
Dwie wypite, czas niedługo na kolejne dwie.

Z technikalii dopowiem że obydwie parzyłem w 250ml czajniczku w którym wychodziły całkiem nieźle, do tego zwróciłem uwagę że przed pierwszym parzeniem zdecydowanie lubią jak czajniczek się im wygrzeje.
Na 250ml wody z co najmniej trzy parzenia można wykonać.

https://www.facebook.com/media/set/?vanity=Herbaciana.przygoda&set=a.865669087436966

– Link do albumu ze zdjęciami bo tu zapomniałem dodać.

Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *