Hei tie guan yin i Shui xian!
Dwa ciemne Oolong ze sklepu Artoftea.pl zakupione już jakiś czas temu.
Listopad był dla mnie miesiącem ciemnych oolong, oprócz tych dwóch przepijałem się jeszcze przez inne (o których też później pojawią się wpisy).
Ogólnie nie mam z tym typem herbat dużego doświadczenia i jak już kiedyś wspominałem na początku się trochę od nich odbiłem oraz dłużej czasu zajęło mi wyuczenie się co takiego mi się w nich podoba.
Te dwa które tutaj opiszę są takimi z niższej/średniej półki czyli można powiedzieć że nic nadzwyczaj super specjalnego ale w tym przypadku już prezentowały jakiś sensowny poziom.
Zacznijmy oczywiście od Hei tie guan yin – ciemna tie guan yin czyli herbata niby trochę na wzór tie guan yin, pozawijana także w grudki ale będąca mocniej utlenioną.
Jest to w porządku herbata, dobrze zaparzona jest przyjemnie aromatyczna o dobrym obliczu, aromaty także są tutaj przyjemne i jednocześnie typowe jak na ten typ herbat czyli: Słodka z pewną czerstwością, miód, kwiaty, wiciokrzew, lekko winnie. Oraz kakao, prażenie, słonecznik.
Struktura naparu jest delikatna, lekko gęsta, oblepiająca oraz sucha! – zauważyłem już że suchość jest czymś powszechnym dla co niektórych ciemnych oolong.
Ogólnie herbata potrafi być dobrze aromatyczna, może nie jest to jakiś nadzwyczajny poziom ale jak na swój standard prezentuje sensowny poziom.
Ale na pewno nie jest to także jakaś wybitna herbata ponieważ jest trochę kapryśna… wszystkie aromaty które wymieniłem wyżej z całym jej "dobrym" odczuciem wychodzą tylko przy DOBRYM parzeniu – a to znaczy że przez większość czasu i przez wiele różnych parzeń po prostu nie wychodzi ona tak dobrze, dużo sesji jakie przy niej spędziłem była po prostu "meh" nic specjalnego niczym inne nie ciekawe oolong jakie piłem.
A wiec "normalnie" zaparzona będzie bardziej smakować prażeniem, możliwie małą goryczką o którą w niej łatwo, brak tu będzie tych "lepszych" aromatów i w szczególności pełni smaku oraz aromatyczności.
Gongfu wyszło z niej średnie podczas gdy inne parzenia na gaiwan były ok, ale ogólnie lepiej wychodziła w czajniczku (jak zresztą inne ciemne oolong z niższej półki) z tym że w czajniczku czasami potrafiła się za bardzo "udusić" – przez co lepiej nie było robić wygrzania czajniczka przed pierwszym parzeniem a dać się właśnie jemu szybciej wychładzać podczas parzenia.
Jest to herbata którą mógłbym poleciłbym komuś na początek swojej przygody z tym typem herbat ale mimo to zakładając ze nie będzie czymś super świetnym.
Oceniam ją 6/10 – piło mi się ją dobrze ale tylko przy "dobrych" parzeniach.
Shui xian – teraz przejdźmy do niego, shui xian są niby troszkę znane, robi się je ze szczepu o tej samej nazwie.
W tym przypadku był to mój pierwszy i cóż mogę powiedzieć? nie była to także jakaś nadzwyczajna herbata ale! już będąca na granicy czegoś lepszego.
Zdecydowanie znacznie lepsza od Hei tie guan yin oraz w tym przypadku była bardziej stabilna – to znaczy przez większość różnych parzeń zachowywała sensowny poziom.
Mimo że opisał bym ją dość podobnie co Hei tie guan yin: Słodka-czerstwa, miodowa, kakao, kwiaty, czerwone wino, prażenie słonecznik. Konsystencja gładka, lekko gęsta i sucha.
– Czyli niby to samo ale jednak tutaj w innym lepszym obliczu oraz w innej proporcji aromatów, to znaczy było tutaj mniej prażenia i miodu. Kakao z kolei wraz z kwiatami oraz słonecznikiem było więcej. Do tego to co szczególnie wyróżniało tę herbatę to… aromat starej wody po kwiatach! hah… niby jak się to pisze to źle się to kojarzy ale podczas picia było całkiem przyjemne, takie kwiaty ale jednak przeplatane czymś takim… starym, rustykalnym?
Do tego czasami z herbaty potrafiło wyjść troszkę owoców, śliwka? marakuja?
A więc łącznie herbata była ciekawsza, przyjemna, aromatyczna, prawie że za każdym razem piło mi się ją dobrze.
Parzenie na gongfu wyszło ok ale przyjemniej mi się ją parzyło także na czajniczek, w tym przypadku też czasami miała ona problem z "duszeniem" się, czyli też lepiej było nie robić wygrzania czajniczka przed pierwszym parzeniem.
Tę z kolei oceniam na 7+/10 i zdecydowanie mogę polecić.
A! i zapomniałem wspomnieć, Tak jak Hei tie guan yin starczała na dwa parzenia w 250ml czajniczku – to tak shui xian potrafił wytrzymać do trzeciego parzenia na 250ml !
Standardowo na koniec dołączam zdjęcia obydwu herbat.
Facebook udostępnia publicznie 5 z 6 zdjęć tego wpisu. Pełna galeria →
Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.




