Zbiorczy post o 4 herbatach wyprodukowanych przez znajomego, na warsztatach w Gruzji
Petr z Sicaj prowadzi na swojej plantacji w Gruzji warsztaty obróbki herbaty, gdzie każdy za opłatą może się zapisać i na miejscu nauczyć jak produkować herbatę.
Jeden ze znajomych był na warsztacie i dostałem od niego 4 takie herbaty które wtedy zrobili.
I tutaj na start zaznaczam, że takie herbaty niekoniecznie mają być dobre, a bardziej konkretne sposoby produkcji, mają pokazywać dane w niej kroki i wpływ na herbatę.
Tak więc jest to szkoleniowa produkcja, a nie koniecznie taka mająca pokazywać jak idealnie herbatę wyprodukować.
Także eksperymentalnie bawią się aby zobaczyć co z herbaty wyjdzie konkretną metodą.
Tak więc efekt ostatecznego produktu bywa różny i także może mieć krótszą datę do spożytku (bo np suszą mniejszą temperaturą niż normalnie i herbata na koniec posiada więcej wilgoci niż powinna).
#1
Całonocne więdnięcie
45min utlenianie
70°C 2h suszenie
105°C 10min prażenie w piecu
Liście nie pachniały zbyt intensywnie, aromaty były zbyt suche.
Trochę owocowe i owsiane.
Ale wilgotne liście mają w tle odrobinę mentolu i kwiatów.
Co jest ciekawe, bo wyczuwałem już mentol w innych herbatach z Gruzji.
Ale rzadko w smaku, co trochę szkoda.
Na pokrywce lekko maslane ciasteczka.
Lekko utleniona herbata.
Liście zielonkawe, tylko 1 parzenie było ładnie czerwone, reszta pomarańczowa.
Smak dość słabo zbalansowany i skaczący, forma bardzo sucha bez fajnej soczystosci.
Maslane ciasteczka dominowały, ale też nie było ich bardzo dużo.
Jakieś owoce w malinę i wiśnie.
Później przy mocniejszych parzeniach trochę tego mentolu i kwiatów wyszło, ale sporo też goryczki.
Ogólnie goryczki dość dużo, a słodycz umiarkowana.
To 10min prażenie według mnie ją popsuło, odjęło owoców i soczystosci i sprawiło że zrobiła się zbyt sucha.
Oprócz tego brakowało też aromatyczności i lepszej formy.
Dość płaska.
Ale ogólnie nie była to tragiczna czy zła herbata.
#2
Całonocne utlenianie
70°C 2h suszenie
105°C 10min prażenie w piecu
Liście bardzo słabo pachniały, ocieplone miały nieprzyjemną nutę jak jakiś zakurzony strych ze starym drewnem.
Mokre dopiero pokazały marmoladę truskawkową i kwiaty w róże.
Mówi nam to że większe utlenienie w tym przypadku, wyciąga więcej owoców z liści.
W smaku mieliśmy to samo, marmolada truskawkowa i kwiaty, forma bardziej soczysta i nie aż tak sucha jak w poprzedniej herbacie. Pieczenia tak nie czułem.
Ale była i w smaku niestety ta dziwna nuta zakurzonego drewna, jak strychu. Jakby lekko pieczona? Dziwna.
I niestety po drugim parzeniu, w liściach poczułem grzyba… tak więc na tym przerwałem dalsze picie.
A szkoda, bo zapowiadało się lepiej od poprzedniej herbaty.
#3
Całonocne więdnięcie
Jednodniowe utlenianie
2x20min stres słoneczny
70°C 2h suszenie
105°C 10min prażenie w piecu
Chyba użyty był tu ten sam materiał co w nr 2, ale zrobiony w kolejnych krokach inaczej?
Liście wyglądają i niestety pachną tak samo z tą dziwną kurzową nutą drewna.
Marmolada truskawkowa i kwiaty w róże. Ale więcej pieczenia i orzeszki do tego. Grzyba nie poczułem.
Smak taki sam jak poprzednia, ale mocniejsza, bardziej goryczkowa i jakby bardziej pieczona. Drewniasta nuta lepsza. Ale dziwny kurz dalej występuje. Dziwnie też to smakuje.
Pozostaje w ustach jakby wilgotna nuta.
#4
Fermentacja 4 dni (dojrzewanie, nie faktyczna fermentacja)
Suszona naturalnie
Eksperymentalna herbata.
Niestety liście bardzo nieprzyjemnie śmierdziały kompostem.
W ocieplonych pojawił się ciekawy słodki aromat maliny. Jak budyń malinowy, taki uderzający aromat.
Ale mokre po parzeniu, śmierdziały niemiłosiernie kompostem, zgnitym kompostem. Tak że mnie zupełnie wykręcało. Zawąchanie się bardziej było nie możliwe.
Absurdalnie nieprzyjemy zapach, szczerze chyba najgorzej pachnąca herbata jaką kiedykolwiek miałem.
Nawet dosłownie splesniałe herbaty jakie mam, pachniały lepiej.
Tutaj był to dosłownie zapach jak kompostownika babci z ogródka.
Albo kosza na odpady bio po kilku dniach za długo.
Napar z tego wyszedł obrzydliwie mętny, dosłownie napar z kompostu a nie herbata.
No i widzicie, ten eksperyment pokazuje nam jedno: Aby wyprodukować faktyczną herbatę ciemną (heicha), nie wystarczy po prostu zostawić liści na 4 dni w wilgotnych warunkach.
A jednak musi to podążać konkretnymi sposobami produkcji.
Bo inaczej zrobi nam się prawdziwy kompost.
Jeśli chodzi o smak… nie był taki straszny jak zapach.
Na przodzie pojawiła się w nim ta uderzająca słodka malina, co jest dość ciekawe. Może to przez naturalne suszenie? Czarne suszone na słońcu takie nuty posiadają.
Ale oczywiście za tą maliną, pojawiał się ten aromat kompostu w ustach.
Tak więc ani trochę przyjemne to nie było.
I żeby nie było, nie – nie przełykałem tego. Chwilę potrzymałem w ustach i wyplułem. Wziąłem łącznie dwa takie łyki i starczyło. Co i tak pewnie było za dużo. Ale dla doświadczenia się poświęciłem.
.
I to tyle z opisu wszystkich. No… zbyt dobre i udane herbaty to nie były.
Ale powiedźmy że czegoś można się było z nich nauczyć.
Facebook udostępnia publicznie 5 z 27 zdjęć tego wpisu. Pełna galeria →
Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.




