Mangang village Shegtai sheng puer tea, 21.03.2024
P2 część druga: herbata która mnie zainspirowała.
Mało kiedy zdarzy się, aby młody sheng znacznie mocniej odbiegał od normy.
I tak oto dochodzimy do herbaty, która zainspirowała mnie do napisania tego posta: "Mangang village Shegtai sheng puer tea, 21.03.2024"
Młody, tegoroczny sheng określany przez sklep jako "Typowy sheng z młodych drzew z wioski Man'gang"
Herbata do tego wyprodukowana przez Pana Shahui z Jingmai.
Ani o tym Panie ani o sheng i ich stylu z tej wioski nic mi nie wiadomo – ale wiem jedno, efekt końcowy powstał naprawdę wyjątkowy.
Co jest dość zadziwiające, ponieważ liście na żadnym etapie w zapachu, nie sugerowały doświadczenia jakie mamy w smaku.
"Palona i kadzidlana pomarańcza" – tak bym chyba aromat określił najbardziej.
Efekt występuje tylko przez pierwsze parzenia, później palony charakter się wypłukuje i zostajemy z bardziej typowym, lecz smacznym sheng o aromacie soczystej pomarańczy.
Lecz własnie przez te palone nuty przez pierwsze parzenia, zasługuje ona na pochwały.
Są to swego rodzaju palone/węglowe/dymne/kadzidlane nuty i ich forma, odczucie oraz całościowy charakter, jest naprawdę niebywały.
Dymne nuty nie są niczym nietypowym na sheng, wręcz przeciwnie często są bardzo powszechne, tym bardziej na niektóre style jak np styl produkcji z Banzhang.
Lecz wtedy te dymne nuty są całkiem mocne i mają ciężki charakter.
Kadzidlane nuty z kolei, są bardziej powszechne na starsze shengi i są ich cechą.
W dzisiejszej herbacie całościowa forma tych nut jest inna. Bardziej palona, węglowa i aromatyczna – niczym w palonych oolong, gdzie prażenie i jego aromat jest sztuką samą w sobie.
Z ang mamy słowo takie jak "artisan" w pl "rzemieślnicze".
"Rzemieślnicze prażenie" tak bym określił niektóre prażone oolong i tak samo określibym palone nuty, jakie otrzymaliśmy w tym sheng.
Forma, odczucie i jakość tych nut jest fenomenalna, jak to napisałem do opisu tej herbaty "Po każdym łyku kiedy ruszasz językiem w ustach, posmak rozwija się w ustach i aromaty krążą stale dając ci więcej i więcej do posmakowania"
Mówiąc inaczej, te palone nuty są skomplikowane, nie są tak proste jak w typowo mocno dymnych sheng.
Są bardziej rzemieślnicze w swojej strukturze i to jest niebywałe.
Ponieważ tak jak mówię, takie palenie zazwyczaj jest cechą prażonych oolong, a tutaj mamy do czynienia z sheng który w produkcji nie uwzględnia prażenia, a jak już to shaqing.
Mówiąc o shaqing i patrząc na liście tej herbaty, w większości są one ładne, gładkie o czystej i jakościowej strukturze. Widać że liście i ich przetworzenie było dobrej jakości.
Nie licząc pewnego ale… którym jest fakt, że miejscami liście są po prostu spalone/zwęglone. Tego typu spalenie powstaję zazwyczaj w niedbałym i nieumiejętnym shaqing i z reguły jest złą cechą.
Lecz ta herbata nie ma żadnych innych cech nieumiejętnie przetworzonej herbaty i w smaku niczego takiego nie czuć. Liście oprócz tego są bardzo ładne.
Co nakierowuje mnie na myśl, że był to celowy zabieg. Może nawet nie celowe miejscami spalenie liści, ale na pewno bardzo umiejętne kontrolowanie ich w shaqing, tak aby uderzyć w nie mocniej temperaturą, dla nadania właśnie takich ciekawie palonych nut.
Chyba określiłbym to jako "toasted" "opiekanie".
Mam też drugą teorię, że liście już gotowej herbaty faktycznie mogły przejść jakieś normalne prażenie.
Choćby lekkie prażenie w piecu. Patrząc na formę tych palonych nut nawet jakiś sens by to miało… lecz patrząc na same w sobie liście, nie widzę aby miały cechy faktycznego prażenia w piecu. Ale kto wie…
Nie licząc miejscami spalonych liści, ich utlenienie także jest ciekawe.
Liście miejscami są ciut bardziej utlenione, zwłaszcza na krawędziach.
Co także mówi nam, że w produkcji tej herbaty coś było na rzeczy.
Tak czy inaczej, nie ważne jak do tego dokładnie doszło, ważne że uzyskanie takich nut w końcowym produkcie, to majstersztyk.
Tym samym wiem, że nie jest to herbata dla każdego i nie każdy doceni te nuty i aromaty.
Zwłaszcza kiedy potrafią być dość mocne, w swojej notatce przy którymś parzeniu dosłownie napisałem "ale w dupe mocne" 🙃 ale kiedy wydłuża się parzenie bardziej i sprawia że te nuty są mocniejsze, to efekt jest najlepszy. Bo rozwijają się wtedy bardziej.
Dlatego nie jest to herbata do picia na szybko.
Tutaj bierzesz mały łyczek i odczekujesz, pomiędzy każdym z nich się nad nią zastanawiając.
Tego typu doświadczenie jest niezwykłe, artystyczne samo w sobie, ale tym samym tak jak napisałem, nie każdy to doceni.
W biegu i pośpiechu aktualnych czasów i życia, większość chce efektów od razu, na szybko aby uderzały dobre i smaczne smaki.
Proste w odbiorze na pierwszym planie.
Znacznie mniej osób jest w stanie aż tak skupić się na czymś i zastanowić, bez rozumienia że sztuka smaków i aromatów wymaga zaangażowania.
Kiedy przefitrujemy przez smak coś co z pozoru może wydawać się niesmaczne, możemy odkryć cały świat który kryje się za tym.
Ta herbata tym samym, uzyskała u mnie specjalne miejsce. Nawet jeśli piję ją dzisiaj tylko drugi raz.
Jest niebywała do picia na teraz i mam przeczucie, że z czasem dojrzeje świetnie.
Facebook udostępnia publicznie 5 z 6 zdjęć tego wpisu. Pełna galeria →
Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.




