Hong yu klubowa eherbata

Czyli nowa hong yu z eherbaty która pojawi się w ich następnym zestawie klubowym podarowana mi przedpremierowo przez Konrad Pociask dziękuję Konradzie!
Nie będę tutaj pisał że została wyprodukowana przez tego i takiego mistrza z tajwanu co to produkuje wybitne czarne herbaty ogólnie, ani nie podam wam o niej dokładnych informacji.
Zamiast tego skupię się na samym w sobie opisaniu doświadczenia.

Jeśli będziecie się zastanawiać nad zakupem następnego zestawu klubowego to wprost mogę powiedzieć że nie ważne jakie inne herbaty w nim będą – zakup dla tej samej będzie całkowicie warty.

Cytując moje słowa z opublikowanej relacji zaraz po wypiciu: “Pije się ją niczym miłość. Mało jest herbat które wprawiają w taki stan. Silna euforia, spokój, medytacja na wyższym poziomie. Oto jedna z nich. Jedno z najlepszych doświadczeń jakie piłem”

I po tym nazbyt pozytywnym wstępie przejdźmy do opisania jej po kolei:

Suche liście:

Długie, poskręcane o dobrej strukturze i odcieniu. Widać że jakość dobra.
I zapach… lekki, na pewien sposób powiedziałbym że nie aż tak aromatyczny/intensywny/mocny ale za to nadzwyczaj wyrazisty w świetnej formie. Bardzo mocna słodycz – cukierkowa słodycz z aromatem malinowych landrynek. Jest to o tyle wyrazisty zapach że na ślepo na spokojnie powiedziałbym że to jakiś cukierek aniżeli herbata.
Do tego aromat waty cukrowej. Mentolu typowego dla hong yu natomiast prawie brak, dopiero później minimalnie wyczułem go na końcu zatok.

Ocieplone w naczynku liście:

To samo, super dużo słodyczy i cukierków. Teraz wyszło więcej owoców – malin. Pojawiły się kwiaty lecz trudniej było mi zidentyfikować jakie, ostatecznie napisałem że trochę jak tulipan.
Lekka ostrość ze znikomą goryczką w formie kwiatów (np gorycz płatków róży) – ogólnie to taki zapach od Assamica. Mentolu brak.
Ogólnie tutaj już bardzo aromatyczna w fajnej formie i odczuciu, słodycz aż zbyt przytłaczająca.

Parzenie 4g-100ml-96c.

Zapach mokrych liści po parzeniu:

Tutaj już w końcu pojawił się mentol, dość sporo ale także w takiej bardziej cukierkowej formie. Dalej dużo słodyczy i cukierków malinowych. Zapach podbił się jeszcze bardziej do dość intensywnego i jest tak słodki że aż mdlący.
– Po jeszcze większym rozwinięciu liści przez kolejne parzenia ich zapach rozwinął się jeszcze dalej wraz z nimi.

Ogólnie wszystkie te zapachy tej herbaty są o tyle świetne że aż szkoda było ją pić ponieważ jedynie chciałoby się ją wąchać i wąchać. Troszkę czasu minęło kiedy faktycznie zabrałem się za wypicie a następnie między parzeniami i piciem i tak cały czas ekscytowałem się tym zapachem.
Same w sobie mokre liście widać że zostały mistrzowsko przetworzone zachowując w większości idealną strukturę. Jedynie może do 2-3 listków przyczepiłbym się o gorszą formę na tle innych.

Napar:

W zapachu pachnie równie dobrze co liście.

Smak i aromat z kolei… pierwsze parzenie przeciągnąłem, czasami specjalnie tak robię aby wyczuć jak się herbata parzy. Pokazało nawet sporo goryczki od Assamici z jej ostrym odczuciem ale… wow… pomimo sporej goryczy słodycz już tutaj była na takim poziomie że przebijała się przez gorycz i ją przytłumiała.

Drugie parzenie zaparzone już dobrze i mistrzowsko przeze mnie zbalansowane:
Wow… napar bardzo dobrze stonowany i zbalansowany ogólnie – nie licząc wielkiej przebijającej się przez wszystko słodyczy. Cudowna kremowa konsystencja, lekko gęsta, oblepiająca, gładka ale z chropowatym akcentem Assamici. Całościowo napar w świetnej formie i odczuciu, aromaty do których za chwilę przejdziemy to jedno, ale właśnie cała forma/odczucie/oblicze tego naparu i aromatu jest fenomenalne.

Wielka ilość aromatu malinowych landrynek, bardzo cukierkowo. Owocowy akcent głównie malin. Kwiaty ponownie bez dokładnej identyfikacji, na początku napisałem że trochę jak róża i tulipany a później że może jakiś żonkil lub narcyz? Ale myślę że ten kwiatowy aromat jest bardziej kwiatem którego nie znam lub nie pamiętam nazwy.
No i mentol, nie jest aż tak intensywny ani przebijający się – prawie na równi ze słodyczą i cukierkami ale jednak delikatnie za nimi, do tego fajnie pojawia się na końcu języka i policzkach także pozostając na nich w posmaku.
Posmak ogólnie lekki ale aromatyczny, przyjemny i dużo się w nim dzieje pod względem całego odczucia i tego jak się w całych ustach trzyma – na policzkach z tyłu i na dole oraz na końcu języka. Do tego na końcu języka pojawia się też lekka gorycz z Assamica wraz z jej lekkim orzeszkowym odczuciem.
Ogólnie aromaty bardzo wybitnie rozprowadzają się w ustach jednocześnie cała herbata posiada bardzo dużo olejków eterycznych czasami będąc oleistą.

Każdy łyczek i każda czarka tej herbaty to było coś niesamowitego, moment w którym napar zostaje wprowadzony do ust i dzieje się magia…
Całe to oblicze i jej całokształt od razu wprawia w euforyczny stan, doświadczenie którego koniecznie trzeba spróbować samemu.
To nie jest herbata do popicia gdzieś tam o tak, to jest doświadczenie do którego chcemy mieć największy spokój i wczucie aby całe doświadczenie docenić jak najbardziej.

W którymś późniejszym parzeniu maliny trochę przekształciły się w truskawki na pierwszym planie. Na drugim dalej czuć maliny a szczególnie w posmaku.
Jeszcze dalej w parzeniach cukierki i inne aromaty się trochę przepłukały oraz straciły na lepszej formie a na przód wyszło więcej mentolu. Dalej były ok ale już znacznie mniej się w nich działo co pokazuje też że nie jest aż tak wydajna bo jednak największa ilość aromatów w lepszej formie szybciej się przepłukała i te dalsze parzenia po drugiej połowie sesji mimo że smaczne to już jednak mniej ciekawe i bardziej płaskie – smakowała ona wtedy bardziej jak standardowa hong yu z eherbaty, dalej fajna ale już nie tak wybitna jak ta na początku, zwłaszcza tracąc na formie/odczuciu/obliczu aromatów i całego naparu.
Przez co powiedziałbym że finish sesji tej herbaty pozostawił troszkę gorsze odczucie niż początek, delikatnie zaburzając całe doświadczenie.

Podsumowując? Chyba nie trzeba, sam początek całego tekstu jest już wystarczającym podsumowaniem 🙂
Naprawde wybitna herbata z jedynymi minusami 2-3 listków które mniej mi się spodobały (mimo iż i tak wyglądały bardzo dobrze) oraz druga połowa sesji która trochę zaburzyła całe doświadczenie. Ewentualnie możemy powiedzieć że dla niektórych ta słodycz z cukierkami może być tutaj aż zbyt intensywna i wyrazista… ale! jest zdecydowanie mniej przytłaczająca niż standardowa eherbatowa hong yu.
No i właśnie ta niesamowita słodycz z cukierkami wraz z innymi aromatami tworzy z niej taki słodycz, to taki wybitnie aromatyczny deser na tle innych herbat.
Jedna z najlepszych herbat jakie wypiłem od długiego czasu.

Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *