Zielona herbata z Yunnanu
Oferta Eherbaty, kolejna z zakupu z poprzedniego roku które jeszcze męczę.
Na wprowadzenie krótka historia: Herbaty z Yunnanu w tej czy innej formie przewijały mi się już wcześniej, piłem jakąś pojedynczą zieloną, białą, czarne.
Tę zakupiłem aby "potwierdzić" sobie jak smakują zielone z tego regionu, to znaczy potwierdzić czy smak jaki kojarzyłem z innych herbat jest faktycznie tym jak zielone z Yunnanu smakują.
I już przy pierwszej sesji wszystko się wobec niej potwierdziło, była dokładnie taka jaka myślałem że będzie, i to jest też ciekawe jak dużo podobieństw herbaty z Yunnanu mają wobec siebie ogółem.
W pierwszej kolejności mamy dymność która jest obecna w czarnych, sheng i także w tej zielonej była, nie jest to aromat za którym przepadam ale jest on czymś specyficznym dla tego regionu.
Dalej mamy cytrusy występujące i najbardziej wyróżniające Zielone z Yunnanu, w białej którą piłem także one występowały.
I właśnie ta dymność z cytrusami tworzą dość specyficzne i wyróżniające połączenie.
Do tego w tej herbacie można było się także doszukać podobieństw z młodszymi sheng, czyli coś na wzór starych owoców – ale to tylko przy odpowiednim, mocniejszym parzeniu czego raczej nie zalecam.
I to tyle z podobieństw z innymi herbatami z tego regionu, teraz przejdźmy do dokładniejszego opisu tej:
Jest to herbata która potrafi zaparzyć się bardzo mocno, całkiem szybko dlatego trzeba z nią uważać – wychodzi z niej wtedy więcej aromatu dymu połączonego ze skórą ryby, starych owoców jak w sheng i aromaty cytrusowe zamieniają się w kwaśnego grapefruita.
I własnie w taki sposób ta herbata przez większość czasu może smakować, dość mocno, przytłaczająco – w taki też sposób na początku mi wychodziła i zapewne jeśli sami ją zakupicie to też możliwe że tak wam własnie wyjdzie.
Zaparzona w ten sposób nie trafiała we mnie jakoś mocno, w takiej formie ocenił bym ją na jakieś 5/10 może nawet mniej.
Ale! sztuką tej herbaty jest własnie zaparzenie jej z lepszym balansem, słabiej ale aromatyczniej… wtedy pokazuje swoje -jak dla mnie- lepsze oblicze:
Robi się znacznie przyjemniej cytrusowa-coś pomiędzy cytryną a limetką i jednocześnie kwiatowa – to mi też przypominało kwiat cytryny. Jest fajnie delikatna, aromaty dymu, starych owoców już prawie tu nie występują a bardziej jest delikatnie owocowa idąca w stronę żółtych owoców i jej cała forma zmienia się znacznie lepiej,
robi się bardziej aromatyczna, czuć więcej olejków eterycznych i małe oleiste uczucie – tak zaparzoną oceniam na 7/10.
Ogólna konsystencja tej herbaty jest trochę gęsta, szorstka, przy tym "lepszym" parzeniu oleista i lekko gładka.
Zostawia po sobie przyjemnie długo cytrusowy posmak w ustach.
Ogólnie jest trochę słodka ale też delikatnie kwaśnawa i goryczkowa jeśli za mocno ją zaparzymy.
Dobrze zaparzoną piło mi się bardzo przyjemnie, trochę orzeźwiająco i odświeżająco.
Polecam parzenie na proporcje 4g-250ml-temperatura wody 75 st.C-A jeśli chodzi o czas parzenia to zależy od waszego czajniczka, w moim jingdzhen o maksymalnej pojemności 250ml na pierwsze parzenie starczyło 35/40sec (w innych czajniczkach ten czas wynosił do maks 1min)-Drugie parzenie wydłużamy i parzymy 50sec/1min lub maks 1,30min-Trzecie w teorii można zrobić ale już traci lepszych aromatów.
Czy polecam tę herbatę? myślę że tak, coś innego i specyficznego wśród zielonych herbat – zwłaszcza może być ciekawa jeśli już jakieś herbaty z Yunnanu piliście ze względu na podobieństwa.
I na koniec standardowo dołączał zdjęcia:
Suche liście jak na zieloną są dość ciemne, prawie że na czarną wyglądają, dość małe, poskręcane z nawet sporą ilością białych pączków.
Napar z kolei jasno-żółty.
Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.

