Yin hua xiang dancong 2021 o aromacie wiciokrzewu

Podarunek od Konrada.

Nigdy wcześniej nie spotkałem się z "Yin hua xiang" i nie znam wszystkich dancong z nazw na pamięć, ten był moim zaledwie… 3? 4? Dancong.
Ruszyłem w niego na ślepo, bez wczytywania się jaki to jest aromat, tak aby nie zaburzyć i nie sugerować się podczas degustacji.

4g liści na 100ml wody, gongfu od przepłukania przez co 5 sekundowe wydłużane parzenia.
Miałem go łącznie 5.50g co teraz wiem byłoby zdecydowanie lepszym doświadczeniem niż gongfu na 4g.
Ale! Kiedy pierwszy raz próbuje jakąś herbatę to bardziej nastawiam się na "degustacyjne" parzenie aniżeli na jak najlepsze.
Tym samym mogę sięgnąć po resztki 1.5g aby jeszcze raz jej troszkę spróbować.

Suche liście – pozwijane na długie kawałki o niezbyt ciemnym odcieniu. Od razu skojarzyło mi się z mniej utlenianym ya shi xiang i pomyślałem że taki on będzie.
W zapachu: lekkie prażenie, jeden specyficzny kwiatowo-owocowy aromat którego nie potrafiłem określić ale który przypominał mi ten w ya shi xiang, wiciokrzew przyszedł mi na myśl ale jednak nie do końca pachniało mi to jak wiciokrzew, mimo że podobnie.
I… była tu jeszcze jedna przyjemna nutka, maślana!
Dając łącznie bardzo aromatyczne i przyjemne połączenie.

Zalanie gaiwana ciepłą wodą, wylanie, wsypanie liści, powąchanie ocieplonych.
Słodkie, lekkie prażenie i maślany aromat. Oraz dalej ten jeden specyficzny kwiatowo-owocowy aromat którego nie potrafiłem określić.

Pierwsze parzenie/przepłukanie. Powąchanie liści – pachniały w sumie tak samo, przyjemnie.
A w kolorze z ciemnych zamieniły się w ciemno-zielone!
Czyli tak jak podejrzewałem, jest on mniej utleniony tak jak ya shi xiang.

Zdecydowałem że nie chcę nic z tej herbaty zmarnować i dlatego wypiłem jej przepłukanie:
Słodkie, gładkie, aromatyczne. Słodki imbir? Kwiaty i owoce.
Całkiem przyjemne ale jednak bardzo delikatne, w końcu to tylko przepłukanie.
Pierwsze parzenie:
Aromaty takie same, zwłaszcza słodki imbir wysuwał mi się tu naprzód ale tym razem napar wyszedł bardziej pełniejszy i aromatyczny.
Drugie parzenie:
To samo ale tym razem doszedł nowy aromat od owoców… pomarańcza? Kwiat pomarańczy? Dalej była dość delikatna ale pełna i aromatyczna.
Jedynym minusem było jak bardzo ściągała usta, a może to moje usta były akurat w złym humorze na herbatę?
Trzecie parzenie:
To samo ale do tego wyszedł mi z niej… cynamon!
Ciekawe było że z każdym parzeniem wychodziło mi tutaj coś nowego.
Po trzecim parzeniu napiłem się wody aby wyeliminować ściągnięte usta co okazało się być błędem ponieważ tym samym wyeliminowałem utrzymujący się w buzi aromat herbaty.
Ale co ciekawe, była to najbardziej aromatyczna woda jaką w życiu piłem, do tego smakowała lekko mlekiem? Śmietanką?
Ciekawie smak wody połączył się z aromatem herbaty w ustach co z kolei znaczy, że aromat tej herbaty utrzymuje się w ustach całkiem mocno!
Czwarte parzenie:
Tutaj napisałem w notatkach że była mniej aromatyczna, a może to mój smak zmienił się po wodzie?
Piąte parzenie:
Lepsze niż czwarte ale dalej nie to samo.
Szóste parzenie:
Jeszcze lepsza! aromat się wzmocnił.
I teraz pytanie, czy to parzenie samo w sobie się poprawiło czy może smakowało mi lepiej przez mocno utrzymujący się smak w ustach który z każdym parzeniem po wypiciu wody się odnawiał?
I ostatnie siódme parzenie:
Napar czuć że zaczął się osłabiać.
Ale przez to jak dużo aromatu utrzymywało mi się w ustach i wzmacniało aktualne parzenie to dalej była całkiem dobra!
Podsumowanie – całkiem fajna, aromatyczna, właśnie takie herbaty bardzo lubię i szanuję. Z chęcią wypił bym więcej.
Zwłaszcza kwiatowe i owocowe skojarzenia fajnie się łączyły.

Na koniec sprawdzenie o tej herbacie informacji… brak!
Nigdzie, nic.
Zapytanie się Konrada co znaczy "Yin hua xiang" i dowiedzenie że "wiciokrzew" – i może faktycznie, ten specyficzny kwiatowo-owocowy aromat który od suchych liści przewijał mi się do samego naparu może i był po części wiciokrzewem? W końcu mi go przypominał.
Do tego notatka od Konrada: "Yin hua xiang" jest tak naprawdę "Ya shi xiang" tylko że komuś przestała się podobać nazwa "Ya shi xiang".

No co za Chińczycy! przecież nazwa "kacza kupa" jest tak piękna! aż chce się ją wypić!
No cóż…
I tak oto przeżyłem swoją drugą w życiu Ya shi xiang.
Ciekawe że podczas picia tak wiele miałem z nią skojarzeń, chociaż, ogólnie była dość inna od tej pierwszej Ya shi którą piłem.

Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *