Kacza kupa, duck shit czy też Ya shi xiang Dancong!
Ostatni, obiecany wpis o (ciemnym?) oolong na ten miesiąc.
Ya shi xiang Dancong czyli jeden z kilku słynnych Dancong z gór feniksa w prowincji Guangdong w Chinach.
Jednocześnie mój drugi Dancong w życiu! za co bardzo dziękuję Konradowi który jakiś czas temu rozpisał mi wszystkie te "lżejsze" Dancong czym kierowałem się przy zakupie tego!
W tym przypadku jest to herbata z oferty eherbaty ze zbiorów 2020 oraz także z tytułowego szczepu "Ya shi xiang".
Jedyną niepewność jaką co do niej mam to to czy tak właściwie możemy zaliczyć ją pod ciemnego czy jasnego oolong?
Suche liście ciemne, jakby bardziej utlenione podczas gdy mokre mają więcej zieleni, przez co wydaje mi się że poziom jej utlenienia jest czymś takim pomiędzy? może ktoś się wypowiedzieć w komentarzach? 🙂
Suche liście potrafiły pachnąć… maślanymi ciasteczkami! lub roślinnie-słodko jak jasne oolong.
Liście ocieplone w gaiwanie pachniały podobnie lecz ich aromat został wzbogacony o owoce, kwiaty, większą słodycz i dziką róże!
Mokre liście już po parzeniu pachniały podobnie co ocieplone ale były bardziej wzbogacone aromatami… i muszę przyznać że zapach tej herbaty jest nadzwyczaj aromatyczny! Dosłownie jedna z lepiej pachnących herbat jakie piłem w całym tym roku! aż chciałoby się ją wąchać i wąchać… jedyny niestety problem jaki miałem z tą herbatą był taki że… niestety nie zawsze udało mi się osiągnąć aż tak dużą aromatyczność w smaku co w jej zapachu 🙁
Miałem jej tylko 10g które rozłożyłem na dwie sesje gongfu po 5g i niestety były to złe parametry, szczególnie kiedy powiedziałbym że jest to herbata "niecierpliwa" to znaczy taka która łatwo potrafi wyjść gorzej.
Eherbata też na stronie poleca użyć co najmniej 6-7g na gongfu i jak najbardziej się z tym zgodzę! jest to bardzo delikatny oolong gdzie użycie zbyt małej ilości liści może nie dać aż tak dobrego i aromatycznego rezultatu (jak w moim przypadku).
A więc dwie sesje jakie z nią spędziłem nie dały mi "czegoś więcej" – czułem że można ją zaparzyć znacznie lepiej.
Chociaż! i tak i tak była to jedna z lepszych herbat jakie wypiłem w tym roku.
Przy pierwszej sesji także szczególnie pozytywnie zaskoczyłem się jej cudowną strukturą i konsystencją naparu, bardzo gładka, aksamitna, łatwo przechodząca przez gardło, delikatna, oblepiająca oraz minimalnie oleista.
Przy przepłukaniu pierwszej sesji oraz kilku parzeniach smakowała tak jak pachniała: Słodka, owoce, kwiaty, róża, dzika róża oraz… także maślane ciasteczka na końcu języka i bardzo długi, aromatyczny posmak – ale szczególnie kwiaty się tutaj mocno wysuwały na przód tak samo jak w zapachu mokrych liści.
Za ten smak oceniam ją wprost na 9/10 bo była to jedna z lepszych rzeczy jakie ostatnio wypiłem ale…
No własnie niestety takie ale że w większości parzeń taka nie była ponieważ przeważnie bardziej jej wszystkie parzenia wyszły w stronę maślanych ciasteczek oraz maślanych smaczków ogólnie, dodały się także aromaty słodko-roślinne niczym w jasnych oolong a odjęły owoce i kwiaty…
I tak była bardzo przyjemna ale to już nie to samo co wybuch owoców z kwiatami. Trzeba przyznać że dużo miała w sobie z jasnych oolong co jeszcze bardziej nakierowuje mnie na to że może i nawet możemy skategoryzować ją jako jasnego oolong? zwłaszcza ta maślaność! przecież jest to coś też dość powszechnie występującego w tych mniej utlenionych oolong.
Chociaż mimo że smaki w stronę jasnych oolong mniej mi się tutaj podobały to i tak były całkiem niezłe.
Z tego właśnie powodu że łącznie nie wyszła mi aż tak dobrze myślę że ocenię ją na 8+/10 i wiem że zdecydowanie kupiłbym jej więcej aby bardziej przetestować i wypić.
Czy polecam? jak najbardziej! tylko trzeba mieć na uwadze jak bardzo delikatna jest to herbata i najlepiej od razu kupić więcej!
Pierwotnie opublikowane na Facebooku: zobacz post i komentarze.




